Zamek Kliczków - centrum konferencyjno-wypoczynkowe

2026-06-26

Kolejne miejsce, które od dawna chciałem zobaczyć, ale nigdy nie było mi po drodze. I dopiero w czerwcu 2026 roku pojechałem zobaczyć i pomieszkać tam trochę. Pomieszkać to lekka przesada, bo zamek stanowił bazę wypadową do poznawania okolicy, ale jednak spędziłem tam kilka dni. A co widziałem i przeżyłem, to już pokazuję i opowiadam.


Najpierw wyjaśnię wpis tytułowy. To dość ważne dla każdego, kto potraktuje Zamek Kliczków jak muzeum. Ten wpis podebrałem z oficjalnej strony zamku i oddaje on dokładnie to, na co możecie liczyć. Jeśli przyjedziecie zobaczyć zamek-muzeum, to będziecie rozczarowani. Jeszcze do tego wrócę.

Auto na parking i trzeba iść się zameldować oraz zacząć poznawanie zamku. Ponieważ do pory meldunkowej było sporo czasu, ruszamy na spacer wokół zamku, a po nim na zwiedzanie z przewodnikiem.

Skrzydło zamkowe. 

Wieża Jenny. 

Nie wiem czy to słoneczna pogoda, czy może moje oczekiwania w stosunku do tego zamku sprawiły, że pierwsze wrażenie zrobił na mnie bardzo pozytywne. No może nawet trochę bajkowe.

Pierwsze wrażenie się pogłębia. Park za zamkiem zadbany. Zabudowania starannie utrzymane. Ciekawość budzi oszklona galeria, ale na wszystko przyjdzie czas.

Ta część zamku to dzisiaj basen, ale kiedyś była to kryta ujeżdżalnia. No cóż, czasy się zmieniają, to i potrzeby są inne. No i pora sobie przypomnieć (po raz pierwszy i nie ostatni), że to nie muzeum, a żywy hotel, właściwie centrum konferencyjno-wypoczynkowe.

Za płotem Pałac Wdowy. To, że ten pięknie odnowiony budynek taką ma nazwę, powie przewodniczka. Doda też, że to teren prywatny i nie wypada tam wchodzić, a już z pewnością nie wchodzić ludziom do mieszkań.

Po krótkim spacerze pora ruszyć na zwiedzanie z przewodnikiem. Zbiórka przy recepcji, która kiedyś służyła za stajnie. 

Zgrzytnęło mi i to dość mocno. Wiecie o czym piszę? Tak. O "dodatkach". Rozumiem, że to promocja czyjejś twórczości, jakaś forma sklepu z obrazkami
i rzeźbami, ale bez przesady. No i poduszki. Koszmar! Jak komuś mogło to przyjść do głowy? Widocznie mogło, bo są.

W głębi barek/kawiarenka. Szkoda, że dość krótko czynna wieczorem, ale w końcu przyjechałem zwiedzać, oglądać, a nie umilać sobie pobyt drinkami.


Najpierw duży dziedziniec.

Bezsprzecznie miejsce bardzo "klimatyczne", czyli w języku ludzi w poważnym wieku - posiadające swoistą atmosferę. Cisza, spokój, okazały dąb (ponoć ma trzysta lat) na środku dziedzińca, obrośnięte mury Skrzydła Czeladnego.

To widok na Zamek, który zaczyna się na lewo (na zdjęciu na prawo) od bramy wejściowej.

Dawna powozownia, a dzisiaj sklepik z pamiątkami i częściowo część hotelowa.

Dawniej stajnie, a dzisiaj kawiarenka i recepcja hotelowa, obok której znajdziecie wejście na basen.

Na zamkowym dziedzińcu znajdziecie też kilka ciekawostek. 

Grzybek. Po polowaniu pod grzybkiem wieszano upolowaną zwierzynę do skruszenia. 

Ekspozycja ogrodowych rzeźb szklanych autorstwa Studio Borowski. Świecą, więc wieczorami dodają uroku temu miejscu.

Ten kameleon też świeci. Ale pokazuję go tutaj, bo mnie ze wszystkich rzeźb ,spodobał się najbardziej. A poza wszystkim innym o ileż to lepsze od poduszek przy recepcji.

Gdy już nasycicie się (polecam uczynić to wolno, spokojnie) atmosferą dużego dziedzińca i nie chcecie iść dalej z przewodnikiem, przejdźcie sobie na mały dziedziniec bramą obok  Skrzydła Oficjalistów. Jego nazwa wskazuje, kto tę część zamku zamieszkiwał.

Mały dziedziniec to miejsce jeszcze spokojniejsze od dużego. No chyba, że goście weselni lub uczestnicy "eventów" akurat tam uczestniczą w przyjęciu lub bawią się przy grillu/ognisku. Tak bywa. I nie ma się co krzywić, bo jest to w końcu "centrum konferencyjno-wypoczynkowe". Nie jesteśmy w muzeum. Nawet jeśli z takim nastawieniem tam przyjechaliśmy.

Na ten dziedziniec można przejść bramą, którą Wam pokazałem, można od strony parkowej po kilkunastu łagodnych schodach, ale można też z Zamku (część zamku nazywają Zamkiem).

Wieża Jenny – Platforma Widokowa i Skarbiec Zamkowy. Wejście za dodatkową opłatą.


Wracamy do zwiedzania z przewodnikiem. Pora zobaczyć wnętrza zamkowe. Przechodzimy więc na większy dziedziniec i przez okazałą bramę ruszamy do części zwanej Zamkiem.

Sala Balowa. Jeśli zechcecie zjeść obiad, to właśnie tu Wam go podadzą, bo to część restauracyjna Zamku Kliczków. Jadłem dwa razy
i atmosfera była bardzo miła. Podobnie jak obsługa. Wprawdzie w dzień przedweselny zamknęli dość szybko, ale kto mi kazał iść późnym popołudniem/wczesnym wieczorem do restauracji, by coś zjeść.

Kolejne sale na parterze też zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. Przewodniczka ładnie o nich opowiedziała, a ponieważ tam mieszkałem, to na spokojnie mogłem je sobie pooglądać, gdyż tam właśnie można zasiąść do śniadania. Mają jedną cechę wspólną. Dla marudnych są dość ponure. Dla mnie mają klimat z epoki. Są dość ciemne, bo takie są w nich boazerie i obramowania drzwi. Do tego światła dziennego w nich trochę mało. 

Zgodnie z opisem zamku to Biblioteka. Książek tam nie uświadczysz. Dzisiaj miejsce, w którym można zjeść śniadanie. 

Spora niespodzianka w Sali Myśliwskiej - dla każdego kto przed przyjazdem nie wczytał się w opisy zamku. Drewniana płaskorzeźba wg Matejki - Batory pod Pskowem. 6m szerokości i 3m wysokości. Ponoć waży 10 ton

To Sala Turkusowa. Nie sądzicie, że śniadanie w takiej sali może smakować lepiej? A tylko dodam, że na śniadania w hotelu narzekać nie mogłem ani razu.

Kilka z tych sal ma takie piękne miejsca - wykusze wieżowe. 

Gdyby nie to, że mnie razi takie sformułowanie ,to napisałbym, że to bardzo romantyczny zakątek.

Atrakcji zamkowych ciąg dalszy. To jedna z większych - Sala Teatralna. Wg mnie imponująca. Nie wielkością a zdobieniami (przez grzeczność nie skomentuję obrazów wstawionych trochę na siłę) i pomysłowością. Ale że nie jesteśmy w muzeum, choć czasami zapominałem o tym, zacytuję ze strony Zamku Kliczków: "Idealna do przyjęć okolicznościowych, wytwornych biesiad oraz prelekcji lub szkoleń". Nie dodaję tego złośliwie. Chcę tylko jeszcze raz pokazać, gdzie jesteśmy i do czego ten zamek służy.

Po przejściu przez wszystkie sale na parterze, ruszyłem za panią przewodnik piękną klatką schodową na piętro. 

Piętro = koniec radości ze zwiedzania. Bolesne uderzenie rzeczywistości. 

Pięknie się zapowiada, ale apartamentów (koniecznie sobie o nich poczytajcie i pooglądajcie zdjęcia) nie zobaczyłem. Szedłem z nadzieją, bo np. "Apartament Cesarski na Zamku Kliczków to najbardziej luksusowy i historycznie zachowany pokój w obiekcie" albo to: "Apartament Generalski to unikalny, luksusowy i dwupoziomowy apartament zlokalizowany w Skrzydle Oficjalistów na terenie historycznego kompleksu Zamek Kliczków. Jest to jedno z najbardziej prestiżowych i przestronnych wnętrz w całym obiekcie". A tu prztyczek w nos. Nie ukrywam, że byłem więcej niż bardzo zawiedziony, a może i rozżalony. Przeszło mi, gdy sobie przypomniałem, że jestem w hotelu, a nie w muzeum. No bo kto z nas, po wynajęciu takiego luksusowego apartamentu, chciałby się w nim co chwilę opędzać od gości, których skusiły zdjęcia i opisy? Przeszło mi i niby zrozumiałem. Najważniejsze jest tu jednak ciągle słowo niby.


Sam zamek to jeszcze nie wszystko. Jest kilka punktów na planie, które warto zobaczyć (pamiętajcie by nie iść do Pałacu Wdowy). Choćby dlatego, że są dobrze zareklamowane. Idziemy na spacer.

Cmentarz koni. "Cmentarz Koni w Kliczkowie to miejsce unikalne na skalę światową" Kiedyś ponoć stało tu kilkanaście nagrobków. Teraz zostały cztery. Obok niego tereny do jazdy konnej - ponoć tor wyścigowy.

Idźmy dalej. Miniemy zabudowania, które były częścią całego kompleksu. Mieszkali w nich ludzie pracujący dla zamku, m.in. leśniczy. Zachowały wygląd z dawnych czasów i jak widać dalej są zamieszkane. 

Folwark Książęcy to kolejne z miejsc w bezpośrednim sąsiedztwie zamku. Też hotel. Tu raczej nocują grupy turystyczne, np. młodzież szkolna. No i tu można poćwiczyć umiejętności jazdy konnej. Są tu stajnie i parkur. No i jest Manufaktura Pizzy, Podpłomyka & Pierogów. Można coś przekąsić. No chyba, że ze względu na imprezę grupy stacjonującej w hotelu, drzwi Manufaktury zastaniecie pod wieczór (o dwudziestej) zamknięte. 

Kończąc spacer po najbliższej okolicy miniecie jeszcze Kościół pw. Pokłonu Trzech Króli i zabytkowy budynek zwany ponoć akademikiem

I to już wszystko co Wam chciałem pokazać i opowiedzieć o Zamku Kliczków. Czy spełnił moje oczekiwania? Trudno odpowiedzieć jednym słowem. Pojechałem zobaczyć ten zamek z nastawieniem na zwiedzanie zabytku uroczo opisywanego i reklamowanego. Bywałem bardzo niezadowolony, że czegoś nie mogę zobaczyć, gdzieś wejść, skorzystać z restauracji, gdy zechcę. Tylko to mijało, gdy sobie uświadamiałem, że Zamek Kliczków to dzisiaj instytucja przede wszystkim nastawiona na organizację wesel, spotkań, konferencji i tylko przy okazji udostępniająca wnętrza do zwiedzania. To hotel. Szkoda, ale takie jest życie, a zamek musi przynosić dochody właścicielom. Choćby po to, by go utrzymać w takim pięknym stanie.

Share