Zamek Czocha - tak, ale ...

2026-06-23

Zamek Czocha - trochę jak z monologiem Hamleta - wszyscy znają. Nawet jeśli nie wszyscy, to wielu. Nawet jeśli nie byli, to słyszeli. Nawet jeśli nie słyszeli, to widzieli. Wystarczy zdjęcie i już wszystko jasne.

Prawda, że poznajecie? Po wielu, wielu latach pojechałem tam w czerwcu 2026r. Ot tak, żeby porównać, jak jest z tym, co było. No i sprawdzić, czy pamięć nie zawodzi, albo co gorsze, nie idealizuje miejsca. Zwiedzanie z przewodnikiem. I z nadzieją, że zobaczę wszystko, co jest do zobaczenia. 

Mimo, że to czerwiec, a więc przed pełnym sezonem, ruch spory. Turyści i wycieczki walą śmiało przez bramę do kasy. Grupa za grupą rusza pod opieką przewodnika. Z małego dziedzińca przy studni niewiernych żon (lub przy kawiarence, jak kto woli nazywać to miejsce) ciasnymi schodami wkraczamy do zamku. 

Baszta przy bramie. Kiedyś tam były sale, w których nocowali turyści. Nieco niecodzienne, ale swoiście atrakcyjne.

Studnia niewiernych żon. Ładna nazwa i ładna legenda.  


Zaczynamy od Sali Rycerskiej.  

Opowieść Pani Przewodniczki barwna i konkretna. Sala wydaje się być jakby przeniesiona z czasów ostatnich właścicieli. Nie, nie będę opisywał historii tego miejsca. Bez obaw. Przekazuję tu tylko swoje wrażenia. I tu pojawia się pierwszy zgrzyt, bo my zwiedzamy, a panie sprzątające i przewożące na wózkach talerze (bo gdzieś się szykuje jakaś impreza), już czekają, byśmy opuścili salę. Jak na obiekt do zwiedzania "to nie mój klimat". Cóż, trzeba zaakceptować albo przynajmniej przywyknąć.

Pora na bibliotekę. A raczej na salę, w której kiedyś była biblioteka z bogatym i różnorodnym księgozbiorem. Pomieszczenie bardzo ładne, zadbane, "klimatyczne", choć na półki lepiej nie spoglądać. Serio. No chyba, że chcecie sięgnąć po "Chłopów" lub "Wyzwolenie Polski". 

Koniecznie jednak zwróćcie uwagę na sekretne przejście. Takich jest w zamku kilkanaście i wszystkie zaskakują, i cieszą spragnionych niespodzianek turystów.

Pomieszczenia mieszkalne, sale balowe, biblioteki ... To robi wrażenie, ale zamek oferuje jeszcze jedną atrakcję - "łazienkę", a właściwie salę do utrzymania higieny.

To oczywiście kompletnie nie "rycerskie" wyposażenie z nierycerskich czasów. To wszystko zasługa drezdeńskiego milionera Ernsta Gütschowa, który wydał ogromne pieniądze na przebudowę i rozbudowę zamku w początkach XX wieku. Na szczęście przetrwało i dzisiaj robi imponujące wrażenie.


Wędrując za przewodnikiem, trafiamy do sali, z którą łączy się fantastyczna opowieść. Do sypialni.

Ta niesamowicie intrygująca opowieść, powtarzana niemal wszędzie, dotyczy właściwie łoża. Ponoć miało być tak skonstruowane, że pod nim znajdowała się zapadnia, po otwarciu której śpiący spadał do lochu. Z opowieści przewodnika wynika jednak, po przeprowadzeniu oględzin sypialni i miejsc pod nią, że to tylko sztuczka reklamowa, historyjka niczym nie potwierdzona. Cóż. Trochę szkoda. 

Ale ,aby tak całkiem nie być zawiedzionym rozwianymi fantazjami, zwróćcie uwagę na łoże. Nie wchodziło się do niego bokiem, a przodem, przez otwierane drzwiczki. 

Przechodzimy drewnianą emporą z sali rycerskiej, którą widzieliśmy z dołu, by trafić do Sali Portretowej. 

Trzeba od razu wyjaśnić, że te portrety, to nie są dzieła z epoki. Trudno się dziwić, bo ostatni właściciel uciekając przed nadchodzącą Armią Czerwoną zabrał wszystko, co było cenne. Także obrazy. Nie wspominając nawet o bogactwach, opowiada o tym przewodnik, z carskiej Rosji.  Ale to już zupełnie inna historia. To pomieszczenie, podobnie jak kilka innych, może się podobać ze względu na ciemne boazerie, które nadają mu swoiście ponurego wyrazu. No radością one nie porażają.

Z tej sali przewodnik prowadzi stromymi i pokręconymi schodami do podziemi.

Niestety, innych sal zamkowych nie zobaczyłem. Czemu? Bo odbywały się w nich jakieś zajęcia, eventy czy licho wie co jeszcze. Przykre? Dla mnie bardzo, ale może tak już musi być. Zamek musi zarabiać, a każda organizowana w nim impreza daje dochody, każdy pobyt dzieci na zielonej szkole to dodatkowy zastrzyk gotówki. Nie ma nic za darmo.

Ale byłem w podziemiach. Zejście jest trudne, więc nie wszyscy dadzą radę. Problemy z kręgosłupem lub kolanami? Odpuście.

A w podziemiach .. . zbroje. Od rycerzy zakonnych po husarię. Zaskoczenie? Przewodnik wyjaśnia - to wystawa urządzona przez obecnego właściciela czyli Agencję Mienia Wojskowego Revita. Dali co mieli. Zapełnili pomieszczenie.

W innej sali sprzęty nawiązujące do opowieści o zamku Czocha jako "twierdzy szyfrów". Pamiętacie? Tu kręcono odcinki tego filmu. A że sprzęt raczej pozbierany dość przypadkowo? Że moździerz w sali z urządzeniami radiowymi? Taka uroda tego miejsca.

I chyba, przynajmniej na mnie, największe wrażenie w tej części zamku zrobiły drzwi do "skarbca", w którym ponoć do końca II wojny światowej znajdowały się ikony i kosztowności Romanowów.


Gdy pożegnacie przewodnika, to połaźcie sobie, oglądając elementy obronne zamku. Może wyczarujecie sobie w wyobraźni rycerzy na murach i galeriach. A może zobaczycie, jak po zamkowych schodach przebiegają jakieś prześlicznej urody księżniczki. Bajkowo? No pewnie. Ten zamek swój dzisiejszy kształt i charakter zyskał przecież w początkach XX wieku jako fantazja niemieckiego przemysłowca, który kupił sobie herb.

Opuszczając zamek, na przedzamczu zerknijcie jeszcze na budynek z prawej strony. Gdy uniesiecie lekko głowę, to zobaczycie  sgraffito. Tak to opisuje wyszukiwarka.  

I tyle dzisiaj moich obserwacji, uwag, spostrzeżeń po wizycie w Zamku Czocha. Przykro mi, choć to coraz powszechniejsze zjawisko, że nie wszystko co jest cennego i pięknego mogłem zobaczyć. Turysta miłośnik przegrywa z komercyjnymi przedsięwzięciami. Samo życie 

Ale mimo wszystko na pytanie, czy warto jechać i kupić bilet odpowiadam ... oczywiście.

A jeśli ktoś po przejściu bramy zamkowej nie wychodzi w pełni zadowolony, to dla relaksu polecam wizyty na dwóch pobliskich zaporach na Kwisie. Poza sezonem i nie w weekendy, poza pięknymi widokami, dają ciszę i spokój.

Zapora Leśniańska. pięć minut jazdy od Zamku Czocha. 

Zapora Złotnicka. Od zamku samochodem dojedziecie w 10 minut.

Share