Szczawnica moja ukochana

2026-05-26

Nie ma drugiego takiego miejsca, w którym byłem tak wiele razy jak w Szczawnicy. Od dziecka. Z tamtego czasu automatycznie kojarzy mi się z zapachem bukszpanu (wiem, niektórzy uważają, że bukszpan śmierdzi)  sprzed Inhalatorium. Tamtej Szczawnicy już prawie nie ma, co widzi każdy, kto jak ja ma zdjęcia z dzieciństwa (np. na Placu Dietla z psami i na kucyku). To co zostało albo jest ślicznie odnowione, albo popada w kompletną ruinę. A plany właścicieli były takie piękne i bogate. Cóż, tak czasami bywa. Nie mnie szukać odpowiedzi na pytanie dlaczego tak się stało.

Mnie, jak to stara miłość, ciągle zachwyca. I to do tego stopnia, że staram się do niej wracać każdego roku. Choć na kilka dni. Dlaczego mnie zachwyca? Już pokazuję i piszę.

Park Dolny

Niby przy głównej ulicy, a jednak daje spokój i ciszę. Tu nawet w sezonie nie ma tłumów. Jest za to zieleń, szum strumyka spadającego do stawu, śpiew ptaków. No i jest, poza stylowymi altanami, nowa tężnia. Mała, ale ciesząca kuracjuszy. 

Altana nad stawem. To punkt widokowy na park, a zwłaszcza oczko wodne z wielkimi, kolorowymi rybami. To też schronienie przed słońcem lub deszczem. 

Przy wejściu do parku stoi piękna i strasznie zaniedbana (gruntowny remont od już) Willa Marta z restauracją Bohema (jakaż wymowna nazwa). Kiedyś miejsce pobytu
i spotkań wielkich artystów (jak np Witkacy). 

Tężnia, poza tym, że rzeczywiście zmienia powietrze, pachnie jeszcze nowością, świeżym drewnem.

Za tężnią widoczny jest Hotel Maria, który przez wiele lat straszył ruiną, a dzisiaj oferuje nie tylko wygodne noclegi, ale i dobrą kuchnię. Autopromocja? No pewnie. Wiem, bo korzystam.

Ulica Zdrojowa prowadząca do serca Szczawnicy czyli na Plac Dietla.

Na tej ulicy chyba najlepiej widać to co napisałem we wstępie - rozkwit i upadek. Popatrzcie i sami oceńcie, czy się mylę.

Idąc pod górę, po lewej stronie zobaczycie elegancki, modernistyczny budynek - Willa Adria. Już sama nazwa przenosi w czasy międzywojenne. 

I kilkanaście metrów dalej Boży Dar. Cudowna budowla chyląca się do upadku. Kiedyś, ja pamiętam, tętniąca życiem i kusząca dobrymi obiadami (no może to tylko czas mi tak podpowiada). Dzisiaj pustostan z wylatującymi szybami. Serce boli.

Idąc Zdrojową, popatrzcie w prawo. Po drugiej stronie ulicy, na wysokości Bożego Daru, kompletna ruina. To był kiedyś Zakład Przyrodoleczniczy. Ze wspaniałych planów odbudowy, które możecie odnaleźć w Internecie, nie zrealizowano nic. I nawet fontanna na placu przed ruiną nie poprawia widoku. 

I tuż za ruiną, kilka kroków, pięknie odnowiony Zdrój Magdalena i i schody (ponoć na paryski wzór) prowadzące do Inhalatorium. Nieco wyżej schody zaczynają się dopominać remontu, ale ciągle jeszcze prezentują się okazale.

Po lewej stronie ulicy, przed wejściem na Plac Dietla, stoi sobie od lat opuszczony
i chylący się do upadku Zdrój Waleryji. Drobny, skromny i ciągle jeszcze uroczy. Świadek dawnej świetności Szczawnicy. 

Dwa kroki za Zdrojem Waleryji wznosi się Stara Kancelaria. Podtrzymywana przy życiu przez różne inicjatywy (teraz dolną część zajmuje Galeria Stara Kancelaria), które nie dają jednak szansy na gruntowną renowację.

Plac Dietla - serce uzdrowiska.

I tu ciąg dalszy zachwytów i zasmuceń. 

Bez względu na to czy przyjdziecie tu, przechodząc przez uroczy mostek, w piękny, słoneczny dzień czy w deszczu, ten widok zrobi na Was imponujące wrażenie (no, ja takie mam zawsze). Zatrzymajcie się chwilkę przy obelisku Pana Dietla i porozglądajcie.

Zasmucenie po lewej. Pustostan. Kiedyś ... czego tu nie było ... Muzeum Pienińskie  z okazałą galerią we wnętrzu. Dzisiaj przykro patrzeć. Nawet sklepiki w dolnej części upadają. 

Na zdjęciu z prawej kiedysiejsza restauracja Zdrojowa i Piwnica Zbójnicka. 

Środek placu zajmuje, na szczęście odnowiona po nieudanym remoncie, fontanna z figurą kobiety z dzbanem. Dzisiaj z brązu, dawniej żelbetonowa.

Prawa strona placu cieszy oko i nie tylko. 

Wspaniale się prezentują zarówno Pijalnia Wód Mineralnych, jak i wille Holenderka i Szwajcarka, znajdujące się obok niej. To wielka zasługa właścicieli, którzy przywrócili tym budowlom blask.

Oko ucieszone, więc pora na coś dla zdrowia. Koniecznie trzeba wejść do Pijalni Wód Zdrojowych. Wybrać jakąś wodę, prawdziwie mineralną, odpowiednią dla siebie i wolniutko opróżnić kubek lub nalać sobie do pijałki i spacerując, jak dawni kuracjusze, sączyć wody zdrowotne. Swoją drogą samo określenie "uzdrowisko" znakomicie pasuje do Szczawnicy. No a dla oka tam jest uczta - wystrój i wystawa na piętrze (o ile jest dostępna w tym dniu).

Oko ucieszone, zdrowie poprawione, więc pora wstąpić do Cafe Helenka. W pogodne dni polecam zostać na tarasie. Przy kiepskiej pogodzie przyjmie nas przytulne wnętrze. Zawsze tam wpadam na coś słodkiego i coś do popicia. Chyba jeszcze nigdy się nie zawiodłem, co możecie odczytać jako "Polecam".

Park Górny.

Po odpoczynku na Plac Dietla pora na spacer po Parku Górnym. I znów będzie jak dotąd - zasmucenia, zastanowienia i radości.

Powyżej Helenki, kilka schodów, muszla koncertowa. Kiedyś dawano tu koncerty, grała orkiestra, a kuracjusze zasiadali na ławeczkach i zasłuchani sączyli wody mineralne. 

Obok jedna z figurek, jakich w Parku Górnym znajdziecie kilka.

Perła (nie perełka) tej części parku - Inhalatorium. Wystarczy jeden rzut oka i już wiadomo, że ten wspaniały budynek powstał w latach trzydziestych ubiegłego wieku. "Społeczeństwu szukającemu zdrowia, oddaję ten gmach do użytku, wzniesiony własnym trudem i wysiłkiem. Adam Stadnicki, 1936"

Nie wystarczy pooglądać z zewnątrz (i powdychać zapachu bukszpanu), ale koniecznie trzeba wejść do środka. Wspaniałe wnętrze ma ten ciągle działający obiekt.


Zanim zaczniecie się wspinać schodami albo zrujnowaną drogą asfaltową w górę parku zerknijcie jeszcze (uprzedzam, że miłego widoku nie będzie) na trzy obiekty w pobliżu Inhalatorium.

Tu nie widok jest przykry, a fakt, że jeszcze nie tak dawno najwspanialszy hotel Szczawnicy stoi zamknięty od kilku lat i nikt nie wie, czy kiedyś ożyje. Najwspanialszy, a miałem przyjemność tam kwaterować, ze wzglądu na wystrój i obsługę.

Modernistyczny budynek z wnętrzami i wyposażeniem jakby żywcem przeniesionymi z czasu gdy powstał, czyli w latach trzydziestych XX wieku.

Niestety, nie wejdziecie i nie zobaczycie. Bardzo, ale to bardzo mi przykro.

"Malinowa" - na piętrze kiedyś była restauracja i miejsce niezwykle popularnych dancingów. Wiecie oczywiście co to były dancingi? Kuracjusze tam walili jak w dym pięknie ubrani i pachnący. 

Parter zajmowały sklepiki i punkty usługowe. W tym fryzjer, przed wejściem do którego zamieszkiwał kot nieustannie dokarmiany przez przechodzących.

"Świerki". Dzisiaj pewnie nikt, kto nie widział ich wcześniej, nie uwierzy, że to było sanatorium i to tętniące życiem. Dzisiaj walący się pustostan z wypadającymi oknami. Jakże przykry dla mnie widok. 

Coś na poprawę humoru? No może trochę. Budynek imponujący, ale poza sezonem dostępny tylko czasem.

Dworek Gościnny - dzisiaj Centrum Eventowe Pieniny. Zbudowany w końcu XIX wieku, Odbudowany po pożarze z roku 1962. Otwarty ponownie w 2011r. Robi na mnie ciągle bardzo pozytywne wrażenie. Piękna bryła i piękne wnętrza. Może będąc w sezonie lub na jakimś "evencie" uda Wam się wejść i pooglądać.

Nie miałem ostatnio szczęścia ani wejść do Dworku (zwanego też kiedyś Dworcem Gościnnym) ani nawet zjeść lub napić się czegoś w tętniącej w sezonie restauracji / jazz barze. Może Wam szczęście dopisze. Warto próbować.

A teraz już tylko w górę do budynku, który od zawsze budził ogromne emocje i kontrowersje. Od chwili gdy powstał i był Sanatorium Hutnik.

Pieniny Grand. Hotel, który zastąpił Sanatorium Hutnik. Te same kontrowersje - czy taki trzynastopiętrowy kolos w tym miejscu jest odpowiedni, czy pasuje do Szczawnicy, czy pasuje do krajobrazu, czy ...

Osądzicie sami. Jedno jest pewne. Wygląda o wiele lepiej niż poprzednik, który zaczynał się chylić ku ruinie.

Jest w tym hotelu coś, co bez wątpienia jest ogromną pokusą, by wyjechać na 13. piętro - widoki na Pieniny i samą Szczawnicę. Polecam każdemu z czystym sercem.

A sam pobyt? Nie wiem. Nie mieszkałem tam, choć odwiedzałem bar na parterze. 

I byłem zadowolony.


Spacer nad Grajcarkiem. Od kolejki na Palenicę do Dunajca. 

Wiem, że to zabrzmi strasznie dziadersko (tak to chyba mówią młodzi o opowieściach starych), ale w porównaniu do dawnych czasów oba brzegi strumienia / rzeczki zmieniły się nie do poznania. Kiedyś dziki górski potok z odpowiednimi do niego brzegami. Teraz to wygodny i co najmniej bardzo ładny deptak. Co więcej, ze ścieżką dla rowerów po jednej stronie. Czyli dla każdego coś dobrego.

Grajcarek, taka jego górska natura, czasami bywa spokojny i płyciutki, toczy czyściutką wodę, zachęcając do zanurzenia stóp, ale czasami bywa bury i rwący. Bez względu na to jaki jest, to warto nad nim spacerować. Albo jeździć na rowerze - po stronie od Palenicy czyli lewej idąc od kolejki.

Prawa strona deptaku, idąc od parkingu pod kolejką, jest przeznaczona wyłącznie dla pieszych - jak to deptak. Można usiąść na trawie na brzegu Grajcarka, albo na jednej z wielu ławek. Nawet na tej tak fikuśnie urządzonej.

Cała ta strona jest zadbana i dobrze utrzymana. Cieszy oko i aż zachęca, by spokojnym krokiem, jak to w uzdrowisku, relaksować się spacerując.

Oczywiście są tu miejsca gdzie można kupić lody lub napoje, a nawet coś przekąsić.

Opowiadać o tym, co zobaczycie gdy dojdziecie do Dunajca, nie będę. Tam jest trochę bazar, na którym panują "wyroby góralskie" i inne ciuchy oraz zabawki oraz "pamiątki ze Szczawnicy". Mnie to ani nie kusi, ani mi się podoba. 

Ale gdy dotrzecie do Dunajca, to warto iść wzdłuż niego w kierunku słowackiej granicy.

Od przystani, przy której cumują flisacy, kończąc spływ Dunajcem za Sromowców, idziecie cały czas dobrą drogą podziwiając i rzekę, i góry. Polecam. Idźcie i zachwycajcie się. 

Miniecie przeprawę łodziami na drugi brzeg. To miejsce szczególnie ważne dla udających się na Sokolicę i dalej na Trzy Korony. 

I zanim miniecie budyneczek Pienińskiego Parku Narodowego i dotrzecie do granicy naszego państwa albo słowackiej, jeśli wolicie, to wiele razy zobaczycie największą atrakcję Pienin - spływ Dunajcem na flisackich łodziach.


Ponieważ Szczawnica to przede wszystkim uzdrowisko z wodami mineralnymi, to warto poszukać ich ujęć, bo nie wszystkich możecie spróbować w Pijalni. A próbować warto. No, ja lubię i to bardzo. Oczywiście lepiej sprawdzić czy będzie dla Was odpowiednia ze względu na skład. Podpowiem gdzie znaleźć.

Najprościej znaleźć Zdrój Szymon. Schodząc na wielki parking pod kolejką asfaltową drogą, znajdziecie go po prawej stronie. Nie miałem przypadku, by nie lała się woda. Żelazista, co widać nawet na zdjęciu. Zimna i pyszna.

Źródło Wanda znajdziecie w Parku Dolnym powyżej stawu. Znakiem wskazującym drogę może być drewniana figura. Woda o specyficznym smaku. Jakby słonawa. Przynajmniej spróbujcie. 

Pitoniakówka. Najpierw znajdujecie komendę policji na ulicy Skotnickiej - boczna od Głównej. Mijacie ją i po około 50 metrach po prawej stronie zobaczycie to co na zdjęciu.  Tylko raz, ostatnio, zdarzyło mi się, by woda nie leciała. Taki pech? Ale jeśli jest, to spróbujcie. Nie będziecie żałowali. 

I jeszcze jeden cel , dla odwiedzających Szczawnicę, polecam. Jak już przyjechaliście i dowiedzieliście się komu zawdzięczamy uzdrowisko, to poszukajcie po nim pamiątek. Hasło: Józef Szalay.

W Parku Górnym poniżej Inhalatorium stoi "pomnik wzniesiony za sprawą Akademii Umiejętności w Krakowie" "założycielowi zdrojowiska szczawnickiego"

Przy ulicy Szalaya, niemal po przeciwnej stronie Urzędu Miasta i Gminy, obok budynku straży pożarnej, znajdziecie Stary Dwór zbudowany przez Szalaya w końcu XIX wieku.

Niemal przy rozwidleniu Głównej i Zdrojowej, po stronie siedziby PTTK, w dole znajdziecie stary cmentarz i na nim kaplicę szalayowską.

Skoro ten fragment moich opowieści zatytułowałem "Szczawnica moja kochana" to pewnie się domyślacie, że mógłbym o niej opowiadać i opowiadać prawie bez końca. Na koniec jedna podpowiedź. Spacerując po Szczawnicy zwróćcie uwagę na "Godła Szalayowskie" czyli drewniane tablice na domach. Malunek i nazwa domu. Wiele się jeszcze zachowało. 

Odwiedzajcie Szczawnicę. Każda pora roku jest dobra, bo Szczawnica w każdej jest warta odwiedzin i zachwytu. A przynajmniej polubienia.

Share