Świeradów-Zdrój. Okiem kuracjusza
Byliście kiedyś kuracjuszami? Nie pytam czy z konieczności, czy z wyboru. Byliście? Na jaki okres? No i przede wszystkim gdzie byliście, jeśli byliście. Ja wybrałem na tydzień Świeradów-Zdrój i to był bardzo dobry wybór. Dlaczego? Już opisuję.

Dom Zdrojowy. Od ponad stu lat wpisany w krajobraz uzdrowiska. Wyrasta ze stoku, otoczony zielenią, niczym jakieś zamczysko, a może raczej pałac. Widok z zegarowej wieży jest ... Jak wejdziecie, to sami ocenicie. Nie chcę wpadać w przesadę.

Tę halę spacerową w Domu Zdrojowym rozpoznają chyba wszyscy, którzy choć na chwilę wpadli do Świeradowa-Zdroju. To chyba najlepiej rozpoznawalne miejsce w tym uzdrowisku.
Dlaczego właśnie Świeradów-Zdrój? To dość proste. Pojechałem dla zdrowia i zwiedzania. Dla zdrowia uzdrowisko proponuje zabiegi jakich mi było trzeba, a o jakie trudno w innym miejscu (np. kąpiele radonowe w wodzie radoczynnej). Do zwiedzania jest wystarczająco dużo miejsc w okolicy - na pobyt tygodniowy. Dbałość o zdrowie zajmuje kuracjuszowi, takiemu jak ja, zazwyczaj czas między śniadaniem a obiadem. Na zwiedzanie jest czas po obiedzie i po kolacji. Więc atrakcje okolicy powinny być blisko, by do nich dojść lub dojechać w miarę szybko. Skoro więc tu miałem mieć wszystko dla ciała i ducha, wybór był prosty.



W połowie (no tak mi się wydaje) uzdrowiskowego deptaka (ul. Zdrojowa) znajdziecie centralny punkt / serce Świeradowa-Zdroju czyli fontannę z czterema żabkami. Ich pogłaskanie ma dawać odpowiednio zdrowie, bogactwo, szczęście lub miłość (głaszcząc wszystkie, zapewniacie sobie wszystko). Przekonanych o skuteczności działania żab nie brakuje, co widać po ich lśniących grzbietach.
A za fontanną widzicie na zdjęciu piękną (niegdyś) Willę Szarlotta / Szarotka. Niegdyś, bo od dawna niestety stoi opuszczona i niszczeje. Można by powiedzieć, że serce się kraje, ale widocznie właściciel nie ma funduszy na renowację lub nie widzi jej sensu. Samo życie.
Boli Was kręgosłup (może od siedzenia przy komputerze)? A może nogi? Albo macie jakieś schorzenia narządów ruchu? Polecam Świeradów-Zdrój. Macie jakieś choroby reumatologiczne? Cel prosty - Świeradów-Zdrój. Tam się Wami zajmą należycie. Są fachowcy i są do tego urządzenia. Wprawdzie sporo z miejsc zabiegowych (w których bywałem) wymaga odnowienia, a może i kompletnej wymiany sprzętu, ale to nie wanny, leżanki, kafelki powodują, że po zabiegach poczujecie się lepiej. Dwa przykłady.

Głęboki PRL? No tak wygląda, ale "kąpiel radonowa w wodzie radoczynnej", bo tak się ten zabieg nazywa, rzeczywiście pomaga.

Zakład borowinowy, a w nim np. zawijanie borowinowe. Kto nie zna, a zechce skorzystać, ten powinien się nastawić na mocne wrażenia. No, ale za to działanie rewelacyjne.
I kończąc wątek zabiegów, bo nie o nich jest ta opowieść, muszę napisać, że we wszystkich miejscach, które odwiedzałem, spotkałem jeśli nie świetną, to minimum bardzo dobrą, obsługę.
Zabiegi skończone, obiad zjedzony, więc pora ruszyć na poznawanie okolicy.
Może najpierw w stronę "wyjątkowej atrakcji" Świeradowa-Zdroju czyli wieży widokowej Sky Walk?

Pod górę proponuję szutrowo-kamienistą drogą przez las, wzdłuż strumienia. Trudność do pokonania dla każdego piechura.

Co do wieży, to opinie są podzielone. Dla jednych kupa złomu, paskudnie psująca krajobraz. Dla drugich świetna atrakcja, ożywiająca sanatoryjne uzdrowisko. Sami ocenicie, kto ma rację.

Jeśli ktoś nie chce wracać drogą, która go tu przywiodła, to jest zejście asfaltowe. Chyba bardziej strome niż było podejście.
Przed wyruszeniem w górę (w Świeradowie-Zdroju wszędzie jest albo pod górę, albo z góry) spradźcie ile kosztuje wejście i przede wszystkim, do której jest czynna. Po kolacji możecie nie zdążyć.
Było pod górę i z góry, to teraz nieco równiejszy teren. "Trzy wodospady. Leśna trasa turystyczna". Od razu się przyznam, że zobaczyłem tylko dwa. Może to moja wina, ale nie znalazłem ścieżki biegnącej przez las od jednego do drugiego i trzeciego. No a spacer wzdłuż drogi, po której śmigają samochody, nie wydawał mi się atrakcyjny. Tak więc podjechałem samochodem do dwóch.

Wodospad Leśny. Z drogi na Szklarską Porębę w lewo na parking. Później spacer przez las lekko pod górę. Łatwo trafić,kierując się odgłosem rzeczki.

Od zadaszonego miejsca na wypoczynek na brzeg Kwisy zejście nieco strome i po korzeniach, ale można się posłużyć taśmami (widać na zdjęciu).
Woda czyściutka i zimna. Nie na tyle jednak, by odstraszała przed brodzeniem, a nawet kąpielą. Jeśli nie traficie na zgraję kąpiących się lub biwakujących turystów, to będziecie mieli okazję odpocząć w zacisznym i uroczym miejscu.
Jadąc dalej w kierunku Szklarskiej Poręby, szybko dotrzecie do parkingu po prawej stronie drogi. Uważajcie, by nie przejechać za daleko. Przechodzicie przez jezdnię w las i wkrótce po lewej stronie znajdziecie zejście nad Kwisę, a tam wodospad Poidło / Poidełko.

Zejście poniżej wodospadu po kamieniach i korzeniach drzew jest dość trudne (przynajmniej dla mnie), ale warto spróbować. Z miejsca, w którym zrobiłem zdjęcie, woda spływa jeszcze niżej i później już płynie sobie spokojnie przez las.

Nad wodospadem znajdziecie takie kamienne "mostki". Prezentują się jak dekoracja do filmu fantasy lub średniowiecznej opowieści. No może tylko mnie się tak jakoś skojarzyło.
Na kolejne popołudnie, bo przecież rano są zabiegi, zaplanowałem wycieczkę do kopalni. Akurat panował upał, więc kopalnia wydawała się dobrym wyborem. 15 minut jazdy samochodem i jesteśmy w kopalni św. Jan w Krobicy. Kiedyś tu kopano przede wszystkim cynę, a później także inne minerały.

Zwiedzanie podziemnej trasy turystycznej zaczyna się od sztolni św. Leonard. Nie wiem czy miałem szczęście czy zawsze tak jest, ale Pani Kornelia (przewodniczka) świetnie opowiedziała o historii kopalni, o tym co kopano i jak wyglądało życie dawnych górników.

Przejście podziemnymi korytarzami (kaski obowiązkowe) nie trwa długo i jest średnio męczące, bo czasami trzeba się schylać albo iść mocno pochylonym w prawo lub w lewo.
Jeśli nie macie problemów z poruszaniem się w ciasnych, dość ciemnych korytarzach, w nie zawsze wygodnej pozycji, to szczerze polecam zwiedzenie tej kopalni. Najpierw jednak sprawdźcie godziny zwiedzania, które zazwyczaj zaczyna się o pełnej godzinie. Bilety można rezerwować telefonicznie. Zachowajcie je koniecznie.
Jedno popołudnie nad rzeką, drugie pod ziemią, więc na trzecie wybrałem odwiedziny w starym młynie. W 15 minut z Domu Zdrojowego dojedziecie samochodem do "Czarciego Młyna", który znajdziecie po lewej stronie drogi do Czerniawy-Zdroju.
Na początek zagadka. W jednym z tych budynków (na zdjęciach poniżej) znajduje się młyn. W którym?

W tym znajduje się sala do zajęć edukacyjnych.

A ten skrywa młyn. Trudno uwierzyć? No ja nie uwierzyłem, dopóki nie wszedłem do środka.
Bilety wstępu kupicie na piętrze. Zachowaliście bilet z kopalni? No to dostaniecie rabat. Czekacie na przewodnika i razem z nim wchodzicie do środka. Czeka Was bardzo interesująca opowieść o historii młyna, sposobie w jaki działał i rodzajach produkowanej mąki. Oczywiście dowiecie się też dlaczego to jest Czarci Młyn. Ja Wam nie zdradzę.

Trudno uwierzyć, ale ten piec chlebowy działa. Na koniec zwiedzania przewodnik opowiadający o młynie i mące poczęstuje Was kromkami chleba swojej produkcji. Nas poczęstował.

To koło młyńskie (nasiębierne) ponoć też działa. Przy szczególnych okazjach jest uruchamiane. No chyba, że coś pokręciłem z opowieści i życzenia wziąłem za rzeczywistość.

Na piętrze zobaczycie wszystkie młyńskie urządzenia. A po ciekawej opowieści przewodnika można sobie wyobrazić nie tylko jak działały, ale nawet usłyszeć jak "stary młyn huczy, warczy" (znacie taką piosenkę?)
Stary młyn nie huczał, nie warczał. Nie było ani Jasia, ani jego Anieli (poszukajcie piosenki, a zrozumiecie, o czym piszę). Ale było co oglądać i o czym słuchać.
W następne kuracyjne popołudnie - Stóg Izerski. Kolejna "wyjątkowa atrakcja" Świeradowa-Zdroju. Do dolnej stacji kolejki Ski&Sun możecie dojść ze Świeradowa-Zdroju piechotą. Niby nie jest daleko, ale droga nieustannie biegnie pod górę. Możecie też dojechać samochodem. Albo od razu z uzdrowiska, albo od strony Czerniawy-Zdroju. I tu jedna uwaga. Właściciele parkingów przy kolejce żądają kosmicznych wprost kwot, więc jeśli jedziecie od Świeradowa, to podjedźcie trochę wyżej i zostawcie auto na parkingu miejskim. Jeśli jedziecie od Czerniawy, to parking znajdziecie przed dojazdem do kolejki. Płatny, ale opłata nie zwala z nóg.

Kolejka gondolowa na Stóg Izerski to bardzo miła alternatywa dla tych, którzy albo nie przepadają za turystyką górską, albo już na nią nie mają zdrowia. Kupujecie bilet w kasie w obie strony i jazda w górę. Moim zdaniem nie warto kupować biletu na taras widokowy, bo i tak widok ten sam z okolic schroniska czy stacji kolejki jak z platformy na budynku stacji. Z tego miejsca Sky Walk rzeczywiście wygląda jak kupka złomu wrzucona do lasu.

Jak widzicie dla turystów są różne opcje wycieczkowe.

Schronisko na Stogu Izerskim, choć oblegane przez wycieczkowiczów gondolowych, ma w sobie coś charakterystycznego dla schronisk górskich. Co? Wejdziecie i zamówicie, to się przekonacie. Warto.

No i są piękne widoki. Jeśli trafi Wam się dobra pogoda, czyste niebo, to możecie zobaczyć jak ja Śnieżne Kotły, a nawet Śnieżkę i zabudowania na niej. Oczywiście potrzebne są albo aparat z dobrym zoomem, albo lornetka. O ile poza pasjonatami ktoś ją jeszcze nosi w góry.
Śniadanie, zabiegi, odpoczynek, zabiegi, odpoczynek, ... obiad i w drogę. Tym popołudniem do Czerniawy-Zdroju. Dzisiaj to już dzielnica Świeradowa-Zdroju, ale kiedyś samodzielne uzdrowisko, zwane do 1945 roku Bad Schwarzbach. Miałem w pamięci jeszcze pierwszą wizytę w tym miejscu i nie było to wspomnienie radosne, ani nawet pozytywne. Nadeszła okazja sprawdzić czy coś się zmieniło.

Odnowione kilka lat temu centrum uzdrowiska stało się, moim zdaniem, miejscem godnym polecenia każdemu. Uporządkowana i zadbana zieleń, fontanny, leżanki. Do tego cisza. Czego chcieć więcej?

Tak jak żaby w Świeradowie, tak salamandry w Czerniawie mają być symbolami uzdrowiska. Jest ich kilka. Dzieciom się podobają. A mnie? No cóż, podobno "De gustibus non est disputandum"

Sztuczny potok. Za dużo betonu? Urąga naturze? Moim zdaniem nie, ale sami oceńcie na miejscu. Mnie nawet kolejna wielka salamandra nie przeszkada.

Ta tężnia działa mimo tego, że zbyt wielu turystów i kuracjuszy tu nie ma. Można pomarudzić, że dzisiaj tężnie są niemal na każdym kroku i to nie tylko w uzdrowiskach, ale po co? Nie lepiej w gorący i słoneczny dzień posiedzieć w jej cieniu i pooddychać przez chwilę. A do tego całe otoczenie jest tak ładnie zagospodarowane i utrzymane w odpowiednim porządku, że aż miło popotrzeć.

No i jeszcze coś, co sprawiło mi wielką przyjemność. Woda prawdziwie mineralna. Z odwiertu Jan 2. Według opisu trzymuje prawidłowe pH i równowagę kwasowo-zasadową organizmu. A dla mnie dodatkowo znakomita w smaku.
Miłe i ciche miejsce, choć wydało mi się nieco opuszczone. Nie było gwaru wielkich uzdrowisk. Dom Zdrojowy jakby zatrzymał się w czasie PRLu, ale niedawna modernizacja parku spowodowała, że warto tam wpaść choć na jedno popołudnie, choć na godzinę lub dwie.
Tyle moich opowieści kuracujsza o Świeradowie-Zdroju i najbliższej okolicy. Jeśli mało, to polecam, bo to ciągle blisko, dwa wypady na czeską stronę.
Czeskie popołudnie - pierwsze. Hejnice i Lázně Libverda

Po 30 minutach jazdy samochodem ze Świeradowa-Zdroju będziecie mogli w Hejnicach podziwiać wspaniałą barokową bazylikę i franciszkański klasztor. Wnętrze, dla miłośników baroku i nie tylko, wzbudza zachwyt.

Tuż obok Hejnic zachwycą Was (no ja tak miałem) Lázně Libverda. Maleńkie uzdrowisko z kolorowym centrum i smakowitą wodą mineralną, z eleganckim "Spa Resortem" i legendą o kogucie, który odkrył lecznicze źródła.
No i czeskie popołudnie - drugie. Zamek Frydlant

Zwiedzanie Zamku Frydlant odbywa się po kilku trasach. Nie ma szans, by wszystkie przejść między obiadem a kolacją. Coś trzeba wybrać. Ja wybrałem zamek i pałac. Byłem bardzo zadowolony. Co wybierzecie zależy już tylko od Was. Popatrzcie na stronie https://www.zamek-frydlant.cz/pl o której godzinie są wejścia np. z polskim przewodnikiem. Ale jeśli nawet pójdziecie z innym, to jest polska wersja aplikacji do pobrania na telefon.

Może tak jest zazwyczaj, ale może znów miałem szczęście do przewodniczek, bo i czeska przewodniczka, i dwie polskie opowiadały w bardzo atrakcyjny sposób o zamku, jego historii i mieszkańcach. Zwłaszcza takich jak Albrecht z Wallensteinu czy ród Clam-Gallasów. Polska przewodniczka nawet nam zaśpiewała arię Moniuszki na koniec zwiedzania.
No ale opowieści o tych czeskich miejscach to jednak już zupełnie inna historia.