Pszczyna. Jest tak jak lubię
Dlaczego Pszczyna? Ma piękny park i pałac. Jest miejskim miastem. Tu ciągle wielu mieszkańców posługuje się gwarą. No i mam dość blisko. A poza tym lubię te miejsca, które już znam. Brzmi znajomo? Więc w drogę.
Wycieczkę proponuję zacząć od Pokazowej Zagrody Żubrów, znajdującej się nieco na uboczu zabytkowego Parku Pszczyńskiego. Dlaczego? Bo w miarę łatwo tam znaleźć miejsce na parkingu (w weekendy i dni wolne jest trudniej), z którego do wszystkich ciekawych miejsc będziecie mieli blisko. Poza tym zwierzęta najlepiej obserwować rano (otwierają o godzinie 9:00). Bilet można (polecam) kupić łączny - Zagroda i Skansen. No bo chyba i tam się wybierzecie?

Dalej nie pojedziecie. Auto zostawicie na parkingu przed wejściem. A dalej już spacerem przez las aż do bramy zagrody. Albo i dalej (zerknijcie na mapkę przy wejściu).

"160 lat żubrów na Ziemi Pszczyńskiej" - te napisy na banerach łopoczących na wietrze przed bramą do zagrody wskazują dobitnie, komu należy zawdzięczać obecność tych zwierząt w Pszczynie.
Jeśli planujecie odwiedziny w Zagrodzie, to sugeruję wizytę w czasie karmienia zwierząt. Wg informacji na stronie internetowej i tablicach w Zagrodzie pierwsze (w porze letniej) jest o godzinie 10:00. Wtedy żubry podchodzą bardzo blisko - do miejsca karmienia przy ogrodzeniu i platformie widokowej. Nie dotkniecie ich, ale bliżej już nie podejdą.

Żubry poza porą karmienia najlepiej obserwować z platformy widokowej. Czasami jest to zadanie dla cierpliwych, bo zwierzęta wędrują po sporym terenie i nie zawsze będą na Was czekały na tyle blisko, by je dobrze pooglądać.

Czasami trafić się może i taki obrazek. Pszczyńska zagroda jest znana z tego, że dość często przychodzą w niej na świat kolejne pokolenia żubrów.

Wprawdzie to Zagroda żubrów, ale będziecie mogli zobaczyć tam m.in. spore stado jeleni. Trafiłem tam w czasie,gdy samce już często i głośno ryczały - połowa września.

Odwiedzając Zagrodę, wejdźcie do pawilonu. Zachęcam. To swego rodzaju centrum edukacyjne z bogatym wyposażeniem. Multimedia są oczywistą oczywistością. A może przed wycieczką sprawdzicie ofertę zajęć?

Może kogoś zrażą wypchane zwierzęta, ale dla mnie i dla uczestniczących w zajęciach mają sporą wartość edukacyjną. No i do żywego tak blisko podejść się nie da.

Wnętrze izby, a w niej makatka z tekstem "Dobra gospodyni dom wesołym czyni". To jakby zapowiedź tego, co zobaczycie w Skansenie.
Po wizycie w Zagrodzie albo pójdziecie w kierunku Trzech Dębów by zobaczyć cmentarz wojenny i obeliski, albo wracacie w stronę parkingu i zapuszczacie się w centralną część Parku. Tak czy siak uważajcie na spacerujące drogą pawie, które według informacji z tablicy przy restauracji, potrafią być agresywne.
Parkowymi alejami kierujcie się do Skansenu. Strzałki drogowskazów dość dobrze wskażą kierunek. Tylko nie biegusiem, ale spokojnym spacerem, bo po drodze jest kilka ciekawych punktów do zobaczenia.
Na parkowym wzniesieniu poszukajcie Cmentarza Anhaltów, który powstał w pierwszej połowie XIX wieku, gdy pszczyńskim księciem był Henryk Ahalt. Taki to znak romantycznych czasów i pamiątka po dawnych władających tymi ziemiami.

Pięć płyt z piaskowca przykrywających krypty grobowe i górujący nad nimi obelisk. Na wprost nich grobowiec Ludwika Anhalta.

Auferstehen / ja / Auferstehen / wirst du / mein Staub / nach Kurzer / Ruh (Zmartwychwstaniesz, ach zmartwychwstaniesz prochu mój, po krótkim odpoczynku)
W niewielkiej odległości od Cmentarza Anhaltów, opisanego dość dokładnie na tablicy informacyjnej, znajdźcie kolejne ciekawe miejsce. Na skraju polany stoi Lodownia.

Lodownia czyli miejsce składowania lodu wyrąbanego ze stawu. Jakież jednak było moje zdziwienie, że na dachu tej skromnej budowli grywała, wypoczywającym w parku gościom, orkiestra książęca. No takie opowieści wyczytacie z tablicy informacyjnej.

A taki piękny widok na staw i pałac będziecie podziwiali, siedząc sobie na ławeczce przed Lodownią.
Gdy już odpoczniecie i nasycicie się widokiem (dodajcie w wyobraźni łódki na stawie i piknikujących gości pałacu), ruszajcie parkowymi alejami w kierunku Skansenu. Miniecie dawny Dom ogrodnika i jeśli macie ochotę i czas, to wejdźcie do działającego w nim Muzeum Militarnych Dziejów Śląska. Albo maszerujcie wprost do Zagrody Wsi Pszczyńskiej, bo tak ten skansen nazwano.

Nie jest to wielki obiekt. Jeśli ktoś liczył na teren i ilość eksponatów porównywalną ze skansenami np. w Tokarni czy w Sanoku, to będzie rozczarowany. Ale to miejsce kameralne, ciche i przytulne. Ja je lubię i polecam każdemu.

Jeśli dobrze zapamiętałem, to jest wozownia z Miedźnej z XIX wieku. Jeśli się pomyliłem / pamięć zawiodła, to zawsze będziecie mogli doczytać informacje z tabliczki informacyjnej. Są przy każdym obiekcie. Jak te o źródle finansowania.

Studnia z Łąki i wozownia z wozem. Wszystkie eksponaty są zadbane i na bieżąco restaurowane i to jest bardzo dobra wiadomość. Jeśli przy studni przyjdzie do Was czarny kot, to trzeba go pogłaskać ale nie karmić.

Zaglądajcie do wnętrz zabudowań. Skrywają eksponaty czasami budzące niezwyczajne wrażenia- jak ten karawan. Ani wejść na niego, ani się w nim położyć nie wolno!

Można też zobaczyć taką wesołą kapelę. Dźwięku nie wydają, ale uśmiech wywołują niezmiennie. U mnie. Jak będzie u Was, musicie sami sprawdzić.
Jeśli już odczujecie pragnienie lub zgłodniejecie, to w skansenie działa Karczma u Richarda. Nie ocenię. Piłem tam tylko kawę i colę. A gdy zaspokoicie głód lub pragnienie, to ruszajcie dalej. Na rynek.

Jakoś tak się zwykle składa, że idąc ze skansenu, wchodzę na Rynek ulicą Piastowską, przy niskim niepozornym domku. Kiedyś pewnie wreszcie wejdę. Sprawdźcie czy warto.

Mijam też dom z Apteką pod Murzynem. Kamieniczka dość zniszczona, a posążek osłonięty siatką przed ptaszyskami. Na szczęście jak do teraz nikomu nie wpadło do głowy zmieniać nazwy.

Jeszcze tylko rzut oka w uliczkę po prawej stronie. Zwykle tam wieszają coś zabawnego i kolorowego. Były kiedyś parasolki, teraz były litery. Sprawdźcie co się zmieniło.
No i jesteśmy na Rynku.

Piękny, duży plac. Ratusz, kościół, kamienice i wejście do pałacu. Jest wszystko co być powinno na rynku. Nawet sporo drzewek. Prawdziwe centrum miasta. Pomarudzić, że tyle kostki i kamienia? Można. Tylko wstrzemięźliwie, bo pamiętajcie czym był i jest prawdziwy rynek w prawdziwym mieście. To nie park. Ten znajdziecie kilka kroków dalej.

Kościół ewangelicko-augsburski. Pamiętajcie, że to Pszczyna. Taką ją ukształtowała historia.

Ratusz. Poznajcie styl neorenesansowy? No właśnie ... neo, bo wygląd ma z XX wieku. Ratuszem jest od wieku XVIII.

Warto pochodzić wokół rynku, przyglądając się kamienicom. W wielu znajdziecie restauracje, lodziarnie i miejsca, w których czekają na Was maszkiety.
Z Rynku idziemy (to zadanie obowiązkowe dla każdego odwiedzającego Pszczynę) do pałacu, a właściwie do Muzeum Zamkowego, bo taką nosi nazwę ta instytucja kultury. Jesteście przygotowani? Sprawdziliście stronę internetową? Może czeka Was jakieś ciekawe wydarzenie, jak np. festiwal muzyczny "wieczory u Telemana". Warto wiedzieć.

Proszę kupić bilet (we wtorki wstęp darmowy) i dostojnym krokiem zmierzać do wnętrza. Dostojnym, bo wszak to pałac.
Nie pokażę Wam wszystkiego, co można zobaczyć w środku. No nie da się tego upchnąć w takiej opowieści. Wejdziecie to sami zobaczycie, że mam rację. Ale przede wszystkim zobaczycie piękne miejsca i wyposażenie. A że przy okazji poznacie historię ludzi, którzy to tworzyli i tam mieszkali, to już inna spawa. Możecie czytać z tablic informacyjnych, ale możecie też wziąć w kasie audioprzewodnik. Wasz wybór.

Salon Zielony. Zwiedzanie bez przewodnika ma jedną zaletę. Nikt nie pogania i można się przyglądać do woli.

Salon Wielki i Biblioteka. Zwiedzanie w tygodniu i to przed południem ma taką zaletę, że jest spokojnie i można pstrykać zdjęcia, nie martwiąc się jak z nich usunąć nieproszonych gości.

Na mnie chyba niezmiennie największe wrażenie w Pałacu robi Sala Lustrzana

Dzisiaj miejsce ważnych uroczystości i koncertów, które, o ile się uda, można obserwować z balkoniku na piętrze.
Wystarczy? No nie. Tam są takie piękne i zaskakujące miejsca, że grzech je pomijać. Ale cóż, na mnie pora. A Wy odwiedzając Muzeum Zamkowe sami zobaczycie wszystkie te cuda, które kryje siedziba władców pszczyńskiego państwa.

Pałacowe tarasy. Gdy tam byłem, przechodziły renowację, więc pewnie w przyszłym roku odzyskają swoją pełną urodę.

Pałac od strony parku. Jeszcze go zobaczycie wracając do parkingu.

Widok z tarasu. Charakterystycznym elementem balustrad są żeliwne wazy ogrodowe.
Wracając na parking znów wchodzimy do parku. Warto w nim odpocząć przed opuszczeniem Pszczyny.

W pogodne dni (a może nie tylko w pogodne) dobrze jest przysiąść przy Herbaciarni. Odetchnąć po spacerze i przemyśleć, co takiego zostaje nam w pszczyńskich wspomnieniach.

I tak sobie wspominając, co widzieliśmy i czego się dowiedzieliśmy,rzucić okiem raz jeszcze na pałac. A te łódki? Można wynająć. Wystarczy zadzwonić pod wskazany na przystani numer telefonu. Spróbujcie, bo zapowiada się sielanka.
Wracamy. Na koniec mam dla Was sugestie / podpowiedzi.
Wybierajcie słoneczne dni. Raczej późna wiosna, gdy kwitną parkowe rośliny lub złota jesień, gdy drzewa się pięknie przebarwiają.
Jeśli chcecie spokoju, to unikajcie dni wolnych. Odwiedzane przeze mnie miejsca są wielkim magnesem (zwłaszcza park) dla mieszkańców nie tylko najbliższych okolic.
Czy coś pominąłem? No oczywiście! Gdy przyjedziecie, sami się przekonacie, ile wartych zobaczenia miejsc jest w Pszczynie.
I jeszcze tylko jedno. Gdy będziecie na Rynku, to koniecznie zróbcie sobie zdjęcie na ławeczce z największą gwiazdą w historii Pszczyny. Z całą pewnością o niej słyszeliście.


Do zobaczenia w Pszczynie. Mieście, do którego chce się wracać.