Park Śląski. Zielony skarb.

2026-09-03

Początek września w Parku Śląskim? I nie w weekend? Do tego rano? Świetny pomysł. Sprawdziłem. Każdemu, kto oczywiście może skorzystać, gorąco polecam. Polecam też, choć z zastrzeżeniami, każdy inny dzień, bo warto bywać w tym miejscu. O każdej porze roku. 


Dla mieszkańców Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, jak to się dzisiaj nazywa, miejsce znane i lubiane. Dla przyjezdnych chyba nieco zaskakujące. Dlaczego znane? No bo Park Śląski (wcześniej Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku) powstawał od roku 1951. I ciągle był wzbogacany o różne atrakcje (pokażę i opowiem). Nie wiem czy jest wielu mieszkańców okolicznych miast, którzy tu nigdy nie byli. Dlaczego zaskakujące? Bo na styku trzech miast, uchodzących stereotypowo za górniczo-hutnicze, przemysłowe i w związku z tym pozbawione zieleni, istnieje piękna i bogato zielona "oaza", większa od legendarnego przecież Central Parku.

Jeśli zaczniecie spacer od strony stacji kolejki Wesołe Miasteczko, to z Górnikami spotkacie się z całą pewnością. Świetnie, że nikomu nie przyszło ich usunąć, bo są symbolem miejsca i czasu, w którym Park powstawał. A poza tym pokazują kierunek marszu. 

Komar. Dla mnie świetny przykład dawnych czasów. Tak jak ci dwaj górnicy. Takie były czasy i tak się tworzyło, i zagospodarowywało przestrzeń rekreacyjną.

Sądzę, że wszyscy, którzy tu byli, zgodzą się ze mną, że pierwszym krokiem rozpoczynającym wizytę w Parku Śląskim jest znalezienie odpowiedzi na dwa pytania. 

Pierwsze - ile mamy czasu? Wg mojego rozeznania, żeby zobaczyć na spokojnie wszystkie (no prawie) atrakcje, trzeba około siedmiu a nawet ośmiu godzin. Pokażę Wam ,co widziałem i co wg mnie zobaczyć trzeba koniecznie. Sami zdecydujecie czy odbędziecie jeden maraton, czy zdecydujecie się na kilka krótszych wypadów.

Drugie - wszędzie piechotą czy też kolejką linową? Jeśli tylko piechotą, to nachodzicie się jak rzadko kiedy w zwykłym parku. Ja trochę łaziłem, a trochę jeździłem kolejką. 


Wybieramy Kolej Linową "Elka". Możemy wsiadać na jednej z trzech stacji: Stadion Śląski, Wesołe Miasteczko lub Planetarium Śląskie. Do tych stacji można podjechać samochodem (płatne parkingi są blisko). Podczas moich odwiedzin kolejką można było pojechać np. od Stadionu do Wesołego Miasteczka, przesiąść się i dojechać do Planetarium. Dwa bilety, dwie trasy. Wybór należy do Was. 

Siadamy na wygodnej i szerokiej kanapie. No o ile mamy odpowiedni wzrost czyli 125cm. Mniejsi nie są wpuszczani i warto o tym pamiętać, jeśli udajcie się z dziećmi.

Można też wybrać podróż gondolą, mieszczącą swobodnie sześć osób. Gondola jest obowiązkowa dla małych dzieci, czyli tych, którzy nie mogą podróżować na kanapie.

Podróż kolejką daje okazję, by na Park i wiele z jego atrakcji popatrzeć z góry. Sugestia - najpierw oglądamy z góry, a później spacerując z dołu.

Każdy wagonik ma swoją nazwę - zależną od tego jaką instytucję reklamuje. Tu jak łatwo zgadnąć Operę Śląską.

Podróżowanie gondolą, poza tym że chroni przed wiatrem i opadami, ma jedną wadę dla fotografa - szyby, które bywają niezbyt czyste i trochę podrapane.

Już wkrótce zostanie oddana do użytku trasa Planetarium Śląskie - Stadion Śląski. Oczywiście oddana po gruntownym remoncie, bo starsi wycieczkowicze pamiętają, jak kursowała kolejka w dawniejszych czasach. A kursuje już (z przerwami) od 1967 roku.


Jako pierwszą atrakcję proponuję Planetarium Śląskie. Aż trudno uwierzyć że działa od roku 1955. Teraz, po gruntownym odnowieniu, robi jeszcze wspanialsze wrażenie niż dawniej. 

Dochodząc od stacji kolejki, jeśli pójdziecie ścieżką na skróty, zza drzew wyłoni Wam się taki oto widok. Błyszczące w słońcu kopuły robią wspaniałe wrażenie. 

A przed Planetarium spotkacie Kopernika. No bo którz inny mógłby tam stać?

Ta żółta kula to Słońce. Warto poczytać z metalowej tabliczki.

Oczywiście Planetarium oferuje wiele atrakcji w środku. Jeśli zdecydujecie się na nie, to warto, a może i trzeba, wcześniej zapoznać się z programem dnia i ewentualnie zakupić bilet przez Internet. Czasami, zwłaszcza w dni wolne, okazuje się, że nie ma miejsc na najbardziej atrakcyjne pokazy. 

Ale nawet jeśli nie macie czasu lub ochoty na pokazy, to wejdźcie zobaczyć wielki słoneczny zegar.

Poczytajcie też koniecznie (jest tam specjalna tablica), jak porównać godziny z zegara słonecznego z tymi, które macie na swoich czasomierzach.


Od Planetarium wygodna aleja prowadzi cały czas w dół parku. Przez zadrzewiony teren. Po kilku, no może kilkunastu minutach dotrzecie do Galerii Rzeźby Śląskiej - rozległej polany, na której zebrano prace śląskich rzeźbiarzy z połowy minionego wieku. 

To "Kolarze". Tytuł nasuwa się sam. Prawda?

"Dziewczyna z ptakiem". Rzeźba ze sztucznego kamienia.  Tyle znalazłem w Internecie. 

"Koziołki" / "Kozice" - rzeźba ze stali nierdzewnej

Mnie się tu podoba od pierwszego razu. Rzeźb jest dużo. Są różnorodne.  Do każdej można podejść z bliska. To o miejscu. A czy rzeźby się Wam spodobają? Tego nie wiem, ale podejdźcie na tę polanę koniecznie. 

Jeśli zgłodnieliście lub jesteście spragnieni, to obok znajdziecie restaurację Łania. Jedną z bardziej znanych w Parku. 


Dalej znów idziemy w dół tą samą (choć wybór alejki zależy od Was) drogą, która prowadzi od Planetarium. Aż docieramy do Dużego Kręgu Tanecznego. 

Jeśli traficie tam w odpowiednim dniu i odpowiedniej porze, to może uda Wam się zobaczyć występ zespołu Śląsk, a może traficie na potańcówkę pod gołym niebem. Kto wie. Ale nawet jeśli nic tam się nie będzie działo (no bo jest poranek zwykłego dnia), to przyznacie zapewne, że ten plac do tańca z amfiteatralnymi ławkami zrobił na Was pogodne wrażenie. I nie ma w tym miejscu najmniejszego znaczenia, że niektórym kojarzy się z latami sześćdziesiątymi poprzedniego wieku i obowiązującymi w tym czasie obyczajami.  

Patrząc w kierunku Dużego Kręgu Tanecznego od strony kanału regatowego z lewej strony mamy rzeźbę "Trojak"

Od strony prawej rzeźba "Kujawiak"

Takich rzeźb w Parku jest więcej i warto ich poszukać. Ale ja już zapraszam nad Duży Staw.

Nad brzegiem kolejna rzeźba - "Dziewczyna z dzbanem". Chyba nie trzeba wyjaśniać tytułu. A za stawem zobaczycie już Stadion Śląski, a właściwie jego zwieńczenie.

A to widok na staw z tarasu przy restauracji Przystań, która jest jednocześnie browarem. Od razu wyjaśnię - nie próbowałem ich wyrobów ,choć było bardzo ciepło. Cóż, taki los kierowcy.

Niestety, Dużego stawu nie dało się obejść wzdłuż jego brzegów, gdyż strona przeciwna do tej z Dużym Kręgiem Tanecznym jest w renowacji. Trochę szkoda, ale z drugiej strony ... Będzie okazja na kolejną wycieczkę i sprawdzenie, jak się prace udały.


Kolejnym miejscem, do odwiedzenia którego zachęcam, jest Górnośląski Park Etnograficzny. Niby to oddzielna instytucja kultury, ale dla mnie to ciągle jest Park Śląski.  Idąc od Przystani mijamy po lewej stronie Stadion Śląski i stację kolejki (wrócimy tu idąc ze skansenu) i wchodzimy w najdalszą część Parku.

Jak w każdym skansenie znajdzie się drewniany kościółek. Ten jest z Nieboczów. Wiem, bo w kasie poza biletem można za 1zł kupić sobie plan skansenu.

Całość skansenu jest podzielona na regiony, z których pochodzą zabudowania. Tu akurat bytomsko-tarnogórskie. Swoją drogą, jak czasami zaświeciło słońce przez drzewa, to już było widać i czuć jesień.

Jest też szkoła. Z Wapienicy. Wbrew pozorom to bardzo atrakcyjne miejsce dla dzieci z wycieczek szkolnych. A zwłaszcza, gdy pani przewodniczka pokazuje sprzęty i opowiada o nauce w tamtych czasach. 

Spichlerz chłopski z Bojanowa. 

Widzieliście bogatsze i większe skanseny? No pewnie. Ten, przy takim np. skansenie w Sanoku, wydaje się malutki jak okruszek. Ale warto wejść, pochodzić starą asfaltową drogą, pozaglądać do zabudowań. To jest jedno ze spokojniejszych miejsc w paku. Nawet w niedzielne przedpołudnie.


Teraz nasza trasa prowadzi już prosto do Stadionu Śląskiego. Nawet nie pytam ,czy wszyscy znają. 

Od chwili powstania był najważniejszym i najsłynniejszym stadionem w Polsce. Jakież tu mecze były rozegrane! Przykład? Bardzo proszę: Polska - Anglia w 1973 roku. Jakież wyścigi żużlowe! A teraz zawody lekkoatletyczne na światowym poziomie - Diamentowa Liga i Memoriał Kamili Skolimowskiej.

Po latach remontu, a właściwie przebudowy (aż wstyd pisać jak długo to trwało i dlaczego) ,znów jest miejscem rywalizacji sportowej i wspaniałych koncertów, które przeszły do legendy. Przykład? Proszę: U2 w 2005 roku,  Rammstein (dwa dni) w 2023 roku.

Przed Stadionem posąg Gerarda Cieślika - legendy śląskiej (choć chyba nie tylko) piłki nożnej.

Posąg Kamili Skolimowskiej - lekkoatletki, którą upamiętnia każdego roku lekkoatletyczny memoriał, ściągający światowe gwiazdy do Chorzowa.

Zgodnie z zapisem na stronie stadionu można go zwiedzać - kupujecie bilet i można pooglądać. Ale aby to oglądanie dało pożądany efekt, to moim zdaniem, trzeba wejść w czasie zawodów sportowych. Wtedy Stadion ożywa, a bywa że staje się "Kotłem Czarownic".


Idziemy dalej, ale zanim dotrzemy do Toru Regatowego, warto odszukać trzy rzeźby/fontanny - Foki, Ryby, Pelikany. Stoją wprawdzie na rewitalizowanym terenie, ale pracownicy nie przeganiają kijem spacerujących i fotografujących. Ponoć kultowe, ale z całą pewnością nie teraz w czasie remontu.

Tor Regatowy.  Ten fragment Parku warto oglądać zarówno z góry, jadąc kolejką ze Stadionu do Wesołego Miasteczka (było takie zdjęcie, zauważyliście), ale także chodząc po jego brzegach. 

Czysto, wszystko uporządkowane. Tylko strasznie dużo kamienia. Za dużo. Zdjęcia z góry pokazują to lepiej. 

Spacerowałem tam w ciepły, słoneczny dzień. Chyba sobie wyobrażacie, jak tam praży? Trochę patelnia. Nawet woda nie ochładza.

No cóż. Jest po remoncie, więc szybkiej zmiany nie ma co oczekiwać. Nie marudzimy więc i udajemy się do kolejnego miejsca. Jednego z bardziej znanych w Parku - do Kapelusza. Nazwa tej awangardowej, jak na czasy powstania budowli, wzięła się od damskiego kapelusza.  Było to niegdyś miejsce wystaw. Było, bo od wielu lat stoi zamknięty. Najpierw się spalił, a później po remoncie konstrukcja okazała się grozić zawaleniem. 

Kapelusz widziany od strony Kanału Regatowego, a dokładniej spod kąpieliska Fala. Zdjęcie pogodniejsze.

I widok z gondoli kolejki linowej Elka. Zdjęcie bardziej ponure.

Ponoć są plany kolejnego remontu i przywrócenia Kapelusza do życia, a więc pełnienia przez niego ważnej roli kulturotwórczej (o rety, jak to wyniośle zabrzmiało) w Parku.


Skoro wspomniałem o kąpielisku Fala, to pora na nie zerknąć. Tylko zerknąć. Pamiętacie, że wybrałem się do Parku na początku września?

Ładny obiekt. Nie tak dawno przeszedł remont (swoją drogą jak to dobrze, że są pieniądze na ciągłe remonty w Parku). 

Zdjęcie zza płotu, bo sezon letni się skończył. Podobno z kąpieliska można skorzystać w pogodne i ciepłe dni września, ale to trzeba sprawdzać bezpośrednio na stronie.

No cóż, to legendarne (ze względu na wielkość i wielość atrakcji) kąpielisko, jak każdy otwarty basen ,ma swoje zasady funkcjonowania. Ale z drugiej strony nie miałem przecież ochoty baraszkować na basenach, a tylko je zobaczyć, więc bez marudzenia ruszamy dalej. Na kąpiele przyjedzie inna pora.


Wracamy nad Kanał Regatowy (swoją drogą może jeszcze kiedyś wypełni się łódkami) i przechodzimy mostkiem na stronę Kapelusza, by po kilkunastu minutach wolniutkiego spaceru dojść do Ogrodu Japońskiego.

Widok od wejścia. To malutki skrawek Parku. Taka drobinka w porównaniu z innymi atrakcjami. Co w niej może urzekać? Szum wody spływającej po kaskadach? Drzewa wygięte jak bonsai? Nie umiem powiedzieć. 

Poranek w Ogrodzie Japońskim w dzień powszedni uspokaja. Serio. Na mnie tak podziałał. Może to nastawienie? Może tylko sugestia? Ale tak było.

Obok Ogrodu Japońskiego jest Rosarium. Niestety, w gruntownej renowacji/remoncie. Powtórzę - szkoda (dla odwiedzającego, zwłaszcza pamiętającego świetność tego miejsca), ale też dobrze, bo jak każdy ogród wymagało już odświeżenia. Może gdy wpadniemy do Parku za rok, to znów nas różane klomby zachwycą bogactwem, różnorodnością, a przede wszystkim kolorami i zapachami. Trzeba czekać cierpliwie.


Z Ogrodu Japońskiego i Rosarium już tylko chwilka spacerkiem do Śląskiego Ogrodu Zoologicznego. No tam to już wszyscy mieszkańcy okolicznych miast byli co najmniej raz. Jak nie z rodzicami, to ze szkolną wycieczką. 

To swoisty znak dawnych czasów, gdyż ta brama została zabrana ze świerklanieckiego założenia pałacowego. Poniemiecki pałac, więc po wojnie nikt nie dyskutował. Dzisiaj zdobi główne wejście do zoo.

Plakat reklamujący Śląski Ogród Zoologiczny. Moim zdaniem świetny, gdyż budzi pozytywne emocje zarówno treścią jak i kolorem. Napisałem "Moim zdaniem"

Wiele osób uważa, że zoo jest największą atrakcją w Parku. Dla mnie jest jedną z wielu, ale przecież każdy powinien mieś swoje zdanie. Może sami określicie je po tym, jak obejdziecie cały Park. I to nie jeden raz. Teraz ruszamy oglądać. Nie będę Wam pokazywał wszystkich zwierząt i wszystkich pawilonów. Przyjedziecie to sami zobaczycie. Zwrócę tylko Waszą uwagę na kilka atrakcji.

Zalety podróży po Parku kolejką? Można zobaczyć zoo z góry. 

Nie wiem, czy nie przesadzę, ale jedną z największych atrakcji i powodów do dumy śląskiego zoo jest stado żyraf. Co rusz przybywają młode. 

A jeśli macie dobry aparat, to zobaczycie jakie są fotogeniczne.

Pingwinarium. Nie wiem, czy jest taka nazwa, ale dla mnie to miejsce mogłoby się tak nazywać. A do tego te małe pingwiny (pomijając, że drą się czasami jak diabli) są bardzo radosne. Pominę opowieść o tym, jak podpływają do zwiedzających w godzinach porannych. 

No ślicznoty. Wyspa pelikanów. Może ponosiła mnie fantazja, ale jakie one robią miny i jak pozują do zdjęć. Doprawdy nie wiem, co miał na myśli autor powiedzenia "łykać jak pelikan".

Coś pominąłem w zoo? Nie! Spacerowałem po nim dobre trzy godziny. Wam też to polecam. Zaglądałem do wszystkich mieszkańców. Nawet do tych, które jak irbisy szybko schowały się przede mną. W zoo okazało się, że godziny poranne mają swoje wielkie zalety. Jedna - można porozmawiać z obsługą, ludźmi, którzy karmią zwierzęta. Druga - zwierzęta są na wybiegu i nie uciekają przed tłumami zwiedzających. Tzzecia - można w określonych godzinach przyglądać się karmieniu zwierząt.


Ze Śląskiego Ogrodu Zoologicznego dojedziecie spacerem w kilkanaście minut do Wesołego Miasteczka. Lubicie? 

Pokażę Wam zdjęcia z kolejki. Nie poszedłem z dwóch powodów. Pierwszy - we wrześniu Wesołe Miasteczko jest czynne tylko od piątku do niedzieli. Drugi - bo to nie jest dla mnie atrakcja. Może kwestia wieku? Bywałem jako dziecko. Może kwestia tego, że przy wielkich parkach rozrywki to Wesołe Miasteczko (dzisiaj to Legendia) nie zapiera tchu w piersi swoimi atrakcjami (sprawdźcie na stronie, co oferuje). Nie  umiem odpowiedzieć, ale może jak wejdę zobaczyć (jest taki bilet - spacer bez korzystania z atrakcji), to zmienię zdanie.

Wesołe Miasteczko od zawsze (odkąd pamiętam), słynęło z atrakcji wodnych i wielkich diabelskich młynów. 

Pora zmierzać na parking. Koniec wycieczki.

Jakieś rady na koniec? No pewnie. 

Rada pierwsza - najpierw sprawdźcie, co jest czynne i co możecie zobaczyć w wybranym dniu. Może są dodatkowe atrakcje, imprezy, występy?

Rada druga - nie spieszcie się. Lepiej być w Parku kilka razy niż raz obiec wszystko i zabrać ze sobą tylko zmęczenie i niedosyt wrażeń. No chyba, że macie dość czasu na wszystko.

Rada trzecia (to już wiecie) - lepiej w tygodniu i rano niż w południe w niedzielę.

Rada czwarta i ostatnia - skorzystajcie z parkowej gastronomii. Jest gdzie i co zjeść. A espresso na usunięcie zmęczenia znajdziecie co kilka kroków.

No nie! Jest i jeszcze jedna - zerknijcie przed wyjazdem na stronę https://parkslaski.pl/

Cały dzień w Parku? No nie będę oszukiwał, że wszystko to zobaczyłem "na raz". Żeby Wam pokazać Park na tyle, ile uważałem za niezbędne, to spędziłem tam trzy dni po trzy godziny dziennie. Czyli ... dziewięć godzin. Wam wystarczy siedem. Powtarzam się? No to kończę i zachęcam do wycieczki. Park Śląski im. gen. Jerzego Ziętka czeka na Was.

Share