Ogrody Kapias. Uczta dla oczu i duszy

2026-10-05

Jest piękny, jesienny dzień. Ciepło i słonecznie. Siedzenie w domu - nie. Spacer / mała wycieczka - tak. Jedziemy do Goczałkowic-Zdroju. Znacie je pewnie z walorów uzdrowiskowych. Może z zapory na Wiśle i Zbiornika Goczałkowickiego? Ale czy znacie z ogrodów do zwiedzania? Jeśli byliście, to zapewne potwierdzicie, że to miejsce może wręcz zachwycić. Jeśli nie byliście, to jedźcie i przekonajcie się, że nie zmyślam i nie oszukuję. Ogrody Kapias czekają na Was przez cały rok.

Przechodzimy przez bramę i wygodną, szeroką aleją, kierujemy się ku altanie na stawie. Centrum Ogrodnicze zostawiamy sobie na koniec wycieczki, bo przecież nie będziemy nosili zakupów ze sobą po ogrodach.

Wejścia na kładkę do altany pilnują ptaszyska. Mnie się podobają, ale to pewnie kwestia gustu.

Staw, a raczej sadzawka, tętni życiem. I to nie tylko za sprawą małej fontanny. A altana zdaje się być jednym z ulubionych miejsc na zrobienie "romantycznego" zdjęcia.

W pogodne i wolne dni bywa tu bardzo wiele osób i może stąd takie zaskoczenie ptaszyska.

Po jednej stronie alejki staw, po drugiej restauracja / kawiarnia. Jeśli uważacie, że za wcześnie na kawę lub coś konkretnego do zjedzenia, to będziecie mieli okazję tu wrócić na koniec spaceru, bo tak prowadzą dróżki i alejki. Poza tym w głębi ogrodów jest jeszcze jeden "punkt gastronomiczny". Nie ma obaw.

Kolorowo? Takich niespodziewanych ozdób na krzewach i drzewach zobaczycie więcej. 

Dróżki i alejki zaprowadzą Was w każdy zakątek Ogrodów. Wszystkie są opisane, a do tego na tabliczkach znajdziecie charakterystyczne znaki QR, które poprowadzą Was na odpowiednie strony z opisami. 

Gdy miniecie staw i restaurację, konieczne będzie podjęcie decyzji czy zwiedzacie i spacerujecie zgodnie z mapką (warto pobrać), czy łazikujecie na chybił-trafił. Ja wybieram zawsze to drugie rozwiązanie, co czasami skutkuje wielokrotnym trafianiem w te same miejsca. Ale nigdy nie żałuję.

Dróżka w prawo prowadzi na Liściastą Górkę. Na mapce i tabliczce oznaczona numerem 3. 

Gdy przeczytaliście opis, który się wyświetlił w telefonie po trafieniu w kod, to pora podejść leciutko pod górkę.

Gdy po kilku metrach dojdziecie do platformy widokowej i ukaże Wam się Labirynt.

Labirynt, jak to labirynt. Wejść łatwo, ale wyjść czasami trudno. Zauważcie, że jest wysoki.

Z obserwacji wiem, że świetnie bawią się tam dzieci z rodzicami. Tata chodzi w labiryncie, a dziecko z platformy przekazuje mu, gdzie ma iść. Oboje zaśmiewają się do rozpuku.

Za Labiryntem skręcamy w prawo w Aleję Lipową. 

Nawet jeśli nasze łazikowanie jest powolne, to warto przysiąść na chwilę pod osłoną drzew. Spokojnie. Kapelusz Wam na głowę nie spadnie.

Trzeba jednak przyznać, że w takie słoneczne dni, w dni wolne od pracy, czasami o miejsce na ławeczce jest dość trudno.

Z tej alejki, która na zdjęciach ma wyraźnie impresjonistyczny wygląd,  skręcimy do moich ulubionych fragmentów Ogrodów. Najpierw do Ogrodu Angielskiego. 

Ileż to razy widziałem tu młode pary na sesjach zdjęciowych. 

Zakątki i zakąteczki. A w "oknach" lustra, a nie szyby. Efekt tyle zaskakujący, co wielce zabawny. Zwłaszcza dla fotograów.

I znów miejsce by przysiąść i nacieszyć oko świetnie zaaranżowaną przestrzenią i wypełniającymi je roślinami.

Dla miłośników kaktusów jest tu wypełniona nimi szklarnia obok malutkiej imitacji domku. 

I już kilka kroków dalej niewielki Ogród Japoński. Taka miła odmiana.

Wejście oczywiście stylizowane na japońską bramę. Za nią starnnie wygrabione pola kamykowe.

I oczywiście japońska altana nad sadzawką.

I znów przeskok, bo za Ogrodem Japońskim zaczyna się o wiele większy i kompletnie inny Ogród Skandynawski. Nie wiem, na ile ten zakątek oddaje specyfikę ogrodów skandynawskich, ale mnie się tu bardzo podoba.

Szumiący strumyk i altana z surowego drewna. Toż to takie "skandynawskie". Prawda?

Woda spadająca z kamiennej kaskady. Kamień oczywiście surowy, szary, nie ciosany.

Kamienny mostek nad sadzawkę otoczony dziką, a jakże, roślinnością.

Chwilka oddechu przed kolejnym  zakątkiem? To przyznam, że pstrykanie zdjęć w Ogrodach, tak by nie uwieczniać odwiedzających, wymaga cierpliwości albo przyjazdu w tygodniu. Przemyślcie to. Poza tym spragnionym ciszy i spokoju odradzam niedziele.

Gotowi na kolejną zmianę otoczenia? Po Ogrodzie Skandynawskim trafimy do Ogrodu Romantycznego.  Ironiści pewnie powiedzą, że tyle w nim romantyczności co skandynawskości w poprzednim, ale po co być ironicznym w tak pięknym miejscu.

Z tego zdjęcia chyba łatwo odczytacie, dlaczego polecam Ogrody zwłaszcza jesienią. 

Taki mały "romantyczny" drobiazg przy dróżce. Ile w nim romantyzmu nie wiem, ale mnie nie razi. No krasnal ogrodowy to nie jest.

Świątynia Dumania. Zyskuje w odbiorze dzięki otoczeniu, które jesiennymi barwami dodaje jej uroku.

Oczywiście i tu znajdziecie miejsce, by posiedzieć chwilkę i nie tyle odpocząć, co nasycić oczy wielością roślin i ich kolorami. A kolory ogrody dają przez cały rok i to ciągle inne. Nie wiem jednak, jak jest zimą, bo jeszcze nie byłem. Ale jest tu i Ogród Zimowy. Ruszamy dalej? No pewnie.

Mijamy plac zabaw dla dzieci (no chyba, że jesteśmy z dziećmi i one na nas wymuszą tu dłuższy postój) i kierujemy się do Ogrodu Lato. A w nim największą atrakcją jest domek zwany "smerfowym".

"Dach tego domku porośnięty jest niskimi trawami ozdobnymi, co nadaje mu bajkowy charakter. Przy brzegu kamienista plaża płynnie przechodzi w drewniany podest, do którego przycumowana jest łódka, gotowa na letnią przygodę." Opis na stronie https://ogrodykapias.pl/atrakcje/ogrod-lato/ trochę się mija z rzeczywistością. Ale czy to aż tak bardzo ważne? Chyba nie, bo w tym miejscu i dzieciom i dorosłym zazwyczaj na twarzach pojawia się ciepły, pogodny uśmiech. 

Gdy już napstrykacie zdjęć (bo któż by nie chciał mieć zdjęcia w niebieskim kole albo na progu domku) ruszajcie dalej. Za Wami dopiero połowa całego kompleksu ogrodowego. A przed Wami Ogród w barwach narodowych.

Rośliny kwitnące na biało i rośliny kwitnące na czerwono. Stąd nazwa zakątka. Przesadzona? Nie wiem. Mnie nie razi.

I piękny zagajnik brzozowy. Jest w nim coś prostego i eleganckiego. No przynajmniej ja go tak odbieram. A kora brzóz jest aż niewiarygodnie biała.

Jednym z najdalszych od wejścia miejsc jest Tajemniczy Ogród. Może komuś się skojarzy z powieścią Frances Hodgson Burnett? Nie wiem, ale to najbardziej "dziki i niepoukładany" fragment całego założenia ogrodowego. To oczywiście zamierzone, ale wg mnie bardzo udane.

Malutka sadzawka i zagadkowa studnia. No bo w końcu ma być tajemniczo.

Jakaś trochę zrujnowana piwnica i dziwne pordzewiałe sprzęty. Nierówne kamienne stopnie. 

I cisza. Bo tu nawet w niedzielę jest spokojniej niż w innych miejscach.  

A obok Tajemniczego ogrodu Zaułek Śródziemnomorski i Patio Włoskie. Według opisu na stronie to perełka Ogrodów. Ma nas przenosić w klimat toskański. Czy tak jest, oceńcie sami. Moje wrażenie zachowam dla siebie. Nie będę nic sugerował.

Wielu odwiedzającym ten zakątek bardzo się podoba, co słychać w rozmowach i widać w zachowaniu. Nie wiem czy to nie sugestia wynikająca z nazwy, czy realne wrażenia.

Malutki dziedziniec, ładna roślinność, dobra nazwa. Ławeczka w cieniu. Czego chcieć więcej. Spragnieni znajdą w pobliżu "punkt gastronomiczny. 

Teraz już tylko droga powrotna do wejścia. Ale oczywiście sporo jeszcze do podziwiania. "Podziwianie" najlepiej oddaje, moim zdaniem, stan, w jakim zawsze się tam znajduję. Podziwiam zarówno bogactwo roślinne, pomysłowość autorów założenia ogrodowego, jak i dbałość o jego wygląd.

Zmęczonym ogrody oferują odpoczynek w cienistych altanach.

Można też schronić się przed słońcem w takich otulinach roślinnych. 

Warto też wejść na tarasy widokowe i zobaczyć ogrody z nieco innej perspektywy. 

Z tarasów widokowych można zejść na spory placyk z fontannami. To miejsce chyba wyjątkowo (poza placem zabaw i smerfowym domkiem) lubią dzieci.

Idąc wzdłuż Ogrodu Wiosna, który co oczywiste jesienią nie prezentuje się najokazalej, traficie na miejsce jak z obrazu Mehoffera.

Może przesadziłem z tym Mehofferem i jego Dziwnym ogrodem, bo przecież tu nie ma ani ważki, ani damy w kapeluszu, ani małego golasa. Ale spróbujcie ich tu sobie dodać, a moja przesada nie będzie już tak wielka.

Miło tak posiedzieć w ciepłym jesiennym słońcu. Róże, choć nie pachną, ciągle są piękne.

Po kilku krokach znajdziecie ...

Zacienioną ścieżkę, która poprowadzi na kolejne wzgórze w cieniu krzewów i drew liściastych. 

I takie niespodziewane miejsce, które znakomicie wpisuje się w ogrodowy zestaw, które ma jednak tylko charakter symboliczny. No grilla sobie tu nie zrobimy. I chyba dobrze.

Mijamy Ogród zimowy (wpadniemy tu może kiedyś zimą) i trafiamy na Ogród Zachodzącego Słońca. Jeśli spacerujecie zgodnie z mapką, to zauważycie, że to już 25 atrakcja. 

To punkt centralny. Ponoć ta malowana na niebiesko kopuła, którą obrasta trzmielina, imituje zachodzące słońce. O symbolice kolorów i organizacji przestrzeni warto poczytać na stronie. Pamiętajcie - klikacie kod i już macie opowieść.

Kończąc powolny spacer po ogrodach zajrzyjcie do Ogrodu Wiejskiego. Znajdziecie tam tradycyjną wiejską zagrodę. Zauważcie, że to swego rodzaju niepodzielna całość, poczynając od drewnianego płotu z glinianymi garnkami, przez zabudowania, malutki staw, ławkę pod lipą aż po "wiejskie rośliny".

To miejsce ma chyba dać poczucie wiejskiego klimatu sprzed lat. Na mnie działa. Może mniej w niedzielę, gdy jest tam bardzo wielu odwiedzających i posiedzieć w spokoju na ławce raczej się nie da.

Po Ogrodzie Wiejskim wejdźcie koniecznie do Ogrodu Ciszy. Postarajcie się być tam albo sami, albo w jakiejś malutkiej grupie. I koniecznie zachowajcie ciszę.

Ten malutki zakątek otaczają wysokie rośliny, które tworzą też swoisty korytarz prowadzący do wnętrza.

Zauważcie, że tu nie ma miejsca na wiele osób. Cztery siedziska i koniec. Bo chyba nikt nie wierzy, by przy większej grupie udało się zachować ciszę.

Specyficzne miejsce. Właśnie do wyciszenia. Czasami wpada tam jakaś grupka, rozgląda się zaskoczona i ze słowami "nic tu nie ma" szybko wychodzi. I chyba dobrze, bo właśnie "nic" jest dla mnie największą wartością tego miejsca.

I to tyle mojego zwiedzania, spaceru po Ogrodach Kapias. Zostaje tylko oddać się szaleństwu zakupowemu w Centrum Ogrodniczym. Znajdziecie tu chyba wszystko, co pozwoli upiększyć Wasze ogrody i ogródki, balkony i parapety w mieszkaniach. 

Każdy tu znajdzie coś dla siebie. Miłośnicy roślin znajdą wiele takich, które podziwiali podczas spaceru. Zwolennicy wypełniania ogrodu figurkami też powinni być zadowoleni. Szczerze pisząc nie widziałem, poza sobą, kogoś, kto wyszedłby stąd z pustymi rękami.

Na koniec moje podpowiedzi.

Pierwsza - odwiedzajcie Ogrody Kapias o różnych porach roku. To miejsce o każdej porze roku jest inne. Inny jest każdy zakątek.

Druga - wybierajcie dni pogodne i słoneczne. W takie dni ogrody pięknieją.

Trzecia - jeśli tylko macie szansę, unikajcie dni wolnych. Będziecie mieli więcej ogrodów tylko dla siebie. No i ciszę w bonusie. Ja sobie to coraz bardziej cenię.

Share