Bolesławiec - nie tylko buncloki

2026-07-18

O tym, że Bolesławiec to miasto na Dolnym Śląsku, wie zapewne bardzo wiele osób. Ale, tak sądzę, o tym, co to jest bunclok, wie o wiele mniej. Więc sięgamy do Internetu i tam znajdujemy:

Je to ceramiczny gornek z gliny kamionkowyj. Jak samo nazwa pokozuje ,buncloki robiło sie i dalij robi w downym Bunzlau, czyli dzisiejszym Bolesławcu na Dolnym Ślonsku.

https://gryfnie.com/slownik/skond-sie-wzion-bunclok/

Skoro już teraz wiemy, gdzie leży Bolesławiec i dlaczego wyrabiane w nim gliniane garnki nazywa się bunclokami, to może warto się tam wybrać, by dowiedzieć się czegoś więcej i o mieście, i o tym, dlaczego bolesławicka ceramika jest tak znana w świecie. I czemu jest taka droga. Nie będę udawał, że pojechałem tam w lipcu 2026 roku celowo i do tego z nastawieniem na jakieś nadzwyczajne atrakcje. Byłem blisko, więc ...

I już pierwsze pozytywne zaskoczenie. Niby wiedziałem, że poza bunclokami Bolesławiec jest znany z wielkiego mostu zbudowanego jeszcze w XIX wieku, ale wiedzieć a zobaczyć na własne oczy to, jak się okazało, ogromna różnica. Tak ogromna jak ten most. To, że był stylizowany na akwedukt, to chyba oczywista oczywistość, prawda? Jeśli się dacie przekonać, że tam warto pojechać, to zatrzymajcie się przy nim koniecznie. 

Zaparkujcie, jeśli pojedziecie samochodem, na parkingu przy moście i poczekajcie chwilę. Zwróćcie uwagę na proporcje wielkości między budowlą a samochodem lub pociągiem, który śmiga górą. 

Przejdźcie się wzdłuż mostu aż do rzeki Bóbr. Może policzycie, ile kroków potrzeba, by od ulicy dojść do brzegu rzeki? To też pokaże Wam wielkość mostu.

A gdy już połazicie wzdłuż mostu, gdy zobaczycie jak wielki jest i długi, to zwróćcie uwagę na to, co jest obok niego - Wiadukt Plaza czyli duży teren, na którym znajdziecie skate park (nie opiszę jego urządzeń, bo się na tym kompletnie nie znam, ale jest ich sporo), pumptrack (nazwę spisałem, bo to też dla mnie czarna magia), ścianki wspinaczkowe i place zabaw.

Gdy tam spacerowałem przed południem, podziwiając przede wszystkim most, to miejsce było prawie zupełnie puste. No bo trzy panie z kijkami i jedna z psem, to raczej jakby niewiele jak na taki wielki teren i jego przeznaczenie. Ale już przejeżdżając późnym popołudniem, widziałem sporo dzieci i młodzieży, którzy tam spędzali czas ,wyczyniając jakieś akrobatyczne cuda na ścieżkach i urządzeniach.


Dla mnie jednym z najwięcej mówiących o mieście  miejsc jest zawsze rynek. Dzisiejszy centralny plac Bolesławca to duży plac z kamienną nawierzchnią. Byłem w ciepły (nie gorący a ciepły) dzień i już dało się odczuć, jak kamień grzeje. No cóż. Ktoś kiedyś tak postanowił i chyba nieprędko się to zmieni. Fontanny i zraszacze niewiele pomagają. 

No sami powiedzcie, czy nie można byłoby jednego z tych kamiennych kwadratów zamienić na zieleniec, na jakiś klomb z roślinami? Dla poruszania się pieszych nie byłoby to problemem.

Trzeba przyznać, że Rynek jest bardzo zadbany. Czysty. Kamienice wokół niego wyglądają ładnie. A dodatkowego smaczku dodają takie elementy jak ta ławeczka nawiązująca do ceramicznych wyrobów, z których miasto słynie.

Takich dekoracji Rynku jest więcej i one, wg mnie, świadczą o pomysłowości osób dbających o miasto. A poza tym są atrakcją dla turystów takich jak ja. 

Oczywiście można sobie poleżeć na tym sporej wielkości ceramicznym szezlągu.

"Stempelek" czyli ceramiczna tablica informacyjna. Zdobią ją ręcznie wykonane kafle.

Nie ma rynku bez ratusza. Ten w Bolesławcu jest okazały. Choć, o ile sami odwiedzicie miasto i zobaczycie, to pewnie jak ja uznacie, że widzieliście bardziej atrakcyjne budowle tego typu. Z całą pewnością imponujące wrażenie robi wieża. No i płaskorzeźba na elewacji.

Nad Rynkiem góruje nie tylko wieża ratuszowa, ale i wieża Bazyliki Mniejszej Wniebowzięcia NMP i św. Mikołaja.

Płaskorzeźba upamiętnia wydarzenie z okresu wojen napoleońskich. To trochę historyczna, lokalna legenda.

I jak na każdym porządnym rynku są knajpki, knajpeczki, kawiarenki. Na Kościelnej w polecanej w Internecie restauracji zjadłem bardzo dobry obiad. 

Bez względu na to którędy wejdziecie na Rynek lub którędy go będziecie opuszczali, to poszukajcie na nim koniecznie Bramy Piastowskiej. No chyba, że akurat Wasza droga przez nią poprowadzi.  Bez trudu zauważycie na ścianach kopie medali i pieczęci. Oczywiście w wersji XXXL, a może i większej.

Kopia średniowiecznej pieczęci miejskiej Bolesławca.

Rekonstrukcja pieczęci Henryka Pobożnego z 1228 roku. Tak, tego, który zginął w bitwie pod Legnicą. Pamiętacie ze szkoły?

Hasło nawiązujące do polskiej historii. Spopularyzowane z okazji 25-lecia powrotu Ziem Zachodnich i Północnych do Polski.

Zanim zaczniecie biegać albo raczej jeździć po Bolesławcu, w poszukiwaniu najatrakcyjniejszych i nie do dna osuszających Wasze konto bankowe buncloków, to zachęcam do znalezienia kilku miejsc i obiektów godnych uwagi. Zanim nie zobaczyłem, to nie sądziłem (a przecież się przygotowałem do wizyty), że są aż tak interesujące.

Pozostałości murów obronnych z basztą - pięć minut od Rynku wzdłuż ulicy Kubika. Na murze znak Polski Walczącej. 

Pomnik Michaiła Kutuzowa - rosyjskiego feldmarszałka, który zmarł w Bolesławcu ścigając wojska napoleońskie. W 1819 roku pomnik został ufundowany i podarowany miastu przez pruskiego króla Fryderyka Wilhelma III na cześć rosyjskiego dowódcy.

Czemu to takie dla mnie interesujące? Dlatego, że mury obronne to jedyny ślad najstarszego Bolesławca, jaki znalazłem. Poza tym są dobrze utrzymane i znajdują się w ładnym otoczeniu, które stanowi swego rodzaju alejkę spacerową. A pomnik? Cóż, czysta historia. Dzisiaj w polskim mieście stoi pomnik rosyjskiego marszałka ufundowany przez pruskiego władcę. 

I jeszcze dwa budynki. Znajdźcie (są blisko Rynku, oddalone od siebie o rzut beretem) i oceńcie sami, czy zasługują na uwagę. 

Stary Teatr. Początkowo budynek przeznaczony na arsenał, ale od połowy XIX wieku, po przebudowie, pełni rolę teatru. Neorenesans. Może się podobać?

Dzisiaj Sąd Rejonowy. W przeszłości mieściło się tu Królewskie Gimnazjum (Königliches Gymnasium). Neogotyk. A ten gmach się podoba? Mnie najpierw zaskoczył swoim ogromem. W niezbyt dużym mieście taki ogromny gmach szkolny. Przy nim teatr wydaje się mały (zdjęcia są mylące).


Najwyższa pora na buncloki. Wszak to one powodują, że większość ludzi słyszała o Bolesławcu. Gdzie ich szukać? Gdzie je kupić? Gdzie się o ich produkcji dowiedzieć? No nie jest mi łatwo odpowiedzieć, bo miejsc sprzedaży jest wiele, tak jak miejsc produkcji. Pierwszym punktem była Manufaktura na ulicy Gdańskiej. Być może wygląda to jak reklama, ale piszę o tym, dlatego, że poza sklepem jest tam okazja wziąć udział w warsztatach, podczas których samodzielnie wyrabia się buncloki. Wielka atrakcja dla dzieci! Zanim się wybierzecie sprawdźcie, o której godzinie się odbywają i zapiszcie na nie. Ja zaniedbałem i miejsca już nie było.

Podpowiem. Ceny potrafią zwalić z nóg, ale czy niezbędne jest kupowanie pierwszej jakości? Uwierzcie, nawet nie zauważycie, czemu jakaś miska jest drugiej jakości. A cena potrafi być dużo niższa.

No i to mnie zaskoczyło. Jechałem do Bolesławca w przekonaniu, że kolory naczyń to różne typy niebieskiego i już. Kobaltowe i koniec. A tu ... 

Moim zdaniem kolejnym punktem powinna być fabryka i sklepy Zakładów Ceramicznych "Bolesławiec" na ul. Kościuszki. Obok siebie sklep i outlet. Nacieszycie oko, ale może być trudno z wybraniem tylko jednej lub kilku rzeczy do zakupy. Podobnie jak w poprzednim miejscu.

Nawet jak tylko pooglądacie i nic nie kupicie, to można sobie pstryknąć pamiątkową fotkę na parkingu przed sklepami.

Bogactwo wzorów i kształtów potrafi przyprawić o zawrót głowy. To trochę ćwiczenie z odporności na zakusy zakupów.

Zanim ruszycie w kolejne miejsca, w których można kupić / pooglądać ceramiczne wyroby, powiem Wam, co sobie uzmysłowiłem po wizycie w kilkunastu miejscach. Moim zdaniem trzeba odwiedzić wiele sklepów i małych sklepików. Zobaczyć i dotknąć to, co nam się podoba. Kupić na końcu. Ja zrobiłem zakupy, wracając do któregoś tam odwiedzonego wcześniej sklepu. A przez Internet radzę kupić to, co już mieliśmy w rękach i na co się napatrzyliśmy. Zapiszcie sobie symbol i producenta, zróbcie zdjęcie. Pamiętajcie, by w malutkich sklepikach sprawdzać, czy wybrany przez Was wyrób ma odpowiedni znak firmowy na spodzie. Są podróbki. Jak coś jest bardzo tanie, to od razu bądźcie bardzo podejrzliwi.

Jest takie miejsce, które ułatwia zakupy - "Kobaltowa Kamienica" na ul. Zgorzeleckiej. Na parterze kilka sklepów różnych producentów. Przed sklepami parking. Jeśli nawet czegoś nie mają, to podpowiedzą, gdzie jest główna siedziba producenta. Sprawdzą, czy tam jest to czego szukamy.

Przyznam, że zrobienie zakupu, który nie wyczyści konta czy portfela nie jest proste. Ciężko się powstrzymać, bo jest tyle różnych wyrobów i w tylu kolorach i tylu kształtach, że dech zapiera. Nie tylko ja tak miałem. W jednym ze sklepów spotkałem turystów ze Zjednoczonego Królestwa, którzy nie potrafiąc uzgodnić, którą wielką misę kupić, wzięli dwie. O kosztach nie wspominam. 

Pojechać, pooglądać i nic nie kupić? Chyba nie ma takiej możliwości. Nikt nie jest tak odporny na pokusy. Powodzenia.

Share