Biskupin. Naprawdę warto.

Szybki sprawdzian dla zabawy. Kto nie słyszał o Biskupinie? Ręka do góry. Jedna osoba. Kto nie widział ilustracji biskupińskiej bramy? Ręka do góry. Mało osób. Wszak wszyscy chodzili do szkoły, a w podręczniku do historii była w każdym. U starszych czarno-biała, u młodszych kolorowa. Może jeszcze ktoś widział film o Biskupinie? Są i tacy. A kto był w Biskupinie i wędrował ,oglądając wszystkie jego atrakcje (bez znaczenia czy z przewodnikiem czy bez)? No właśnie. Niezbyt dużo rąk w górze.
Odwiedziłem Biskupin na początku lipca 2026 roku, po 35 latach. Trochę z ciekawości, co się zmieniło, trochę dla przypomnienia jak tam jest. Od razu przestrzegę marudnych. Podobało mi się. Nawet bardzo. I dlatego w moim opisie marudzenia będzie, co kot napłakał.
Kupujemy bilet i bierzemy mapkę, na której są zaznaczone wszystkie obiekty do zobaczenia. Spacerując (właśnie tak, spacerując) od A do F i od 1 do 8 (oznaczenia na mapie) zobaczymy wszystkie skarby Muzeum Archeologicznego w Biskupinie.

Przed przekroczeniem bramy warto podejść kilkanaście kroków w prawo do stacji kolejki. Trzeba sprawdzić na tablicy informacyjnej lub w Internecie, godziny kursowania Żnińskiej Kolei Wąskotorowej. To jest taka dodatkowa atrakcja, ale jeśli nie traficie na porę odjazdu, to trzeba sporo poczekać, bo pociągi na trasie Żnin - Gąsawa kursują tylko czterokrotnie i to co ok. 90 minut.
Gdy już przekroczymy bramę, kierujemy się (znaki pokazują kierunek) do obozowiska łowców i zbieraczy, a następnie do osady pierwszych rolników.


Miałem nie marudzić, ale tu trochę muszę, gdyż wg mnie kogoś planującego ekspozycję nieco poniosło. Sami oceńcie.

Taka biskupińska Wenus z Willendorfu w różowej wersji i rozmiarze XXXXL. Jak dla mnie to przesadzony pomysł.

No i malowidła naścienne w szopie ,udającej jaskinię. Arcydzieła z Lascaux to nie są. Nie umiem sobie nawet wyjaśnić, po co tu są.
I to chyba jedyne takie nietrafne pomysły w tym Muzeum Archeologicznym.
Dobrym pomysłem są za to wg mnie poletka uprawne, pokazujące co ci ludzie uprawiali oraz rekonstrukcje chat. W tych chatach, praktycznie w większości na terenie Muzeum, pracowali historycy, opowiadający o zajęciach i życiu mieszkańców osady. Wyroby tych rzemieślników można kupić. Za gotówkę.


Po tym swoistym wprowadzeniu w epokę i miejsce, pora na największą atrakcję - osadę obronną na półwyspie. Mijamy bramę i wchodzimy między chaty.


Wnętrza chat są dostępne dla zwiedzających. We wszystkich są ekspozycje, aranżacje wnętrz na biskupińskie czasy. w niektórych młodzi ludzie bardzo ciekawie opowiadają o życiu mieszkańców osadu i odpowiadają na pytania dociekliwych gości.

Jak widzicie, to wnętrze zostało przygotowane do zajęć. Korzystają z nich zwłaszcza grupy zorganizowane i wycieczki szkolne.

Wprawdzie nikt nie zabrania wejść po takiej drabinie na miejsce do spania lub na wyższy poziom, na którym trzymano żywność, ale zwiedzający sami wiedzą, że nie wypada.

Można było podejść i popatrzeć z bliska, a nawet delikatnie wziąć do ręki. Nie gwarantuję, że każdy może i że zawsze może.

Swoją drogą zimą takie drzwi to raczej mrozu nie zatrzymywały.
Nie ma przeszkód, by wejść na wał obronny i z bliska poznać jego konstrukcję. A ona robi wrażenie. Przynajmniej na mnie zrobiła.



Nie wiem czy mnie zawiodła pamięć, czy podczas poprzedniej wizyty nie widziałem niczego innego poza tą osadą obronną. A tu z mapki wynika, że widziałem dopiero połowę. Jakoś tak mam, że po zobaczeniu największej atrakcji, na kolejne czekam z pewną taką podejrzliwością. Idąc dalej polną lub lesistą drogą dotarłem do miejsc, które chyba ani trochę nie odstają od najsławniejszego fragmentu biskupińskiego muzeum.
Na polanie rozlokowała się Wioska piastowska.


Przed chatami rzemieślnicy prezentują swoje wyroby ('proszę nie robić zdjęć") i opowiadają o życiu mieszkańców wioski. Pan, który wyrabiał piszczałki, skocznie na nich przygrywał. Na progu innej chaty bardzo ciekawie o monetach, którymi płacono, ważąc je, opowiadała kobieta ubrana w "strój z epoki". Gdyby nie dość wysokie ceny, wiele tych wyrobów powędrowałoby do toreb i plecaków zwiedzających.
Wioska piastowska to ciągle jeszcze nie koniec moich bardzo pozytywnych zaskoczeń. Najmniejszym, chyba że coś pokręciłem albo nadmiar wrażeń zakłócił pamięć, była chata pałucka. Dlaczego? Zarówno rzeźbiarz jak i bartnik prezentowali i sprzedawali swoje wyroby o nieco komercyjnym wyglądzie.
Kolejnym punktem na mapce jest "Zagroda Wisza" czyli scenografia do filmu "Stara baśń".


Wiem, wiem. Podróbki. No ale czy jadący do Biskupina liczy na to, że zobaczy osadę z tamtych lat idealnie zachowaną? To jakby mieć krzywy nos zwiedzając Zamek Królewski w Warszawie, że jest odbudowany, a nie naturalny. Ważne, że odtworzone w zgodzie z realiami. Dla mnie wystarczy. Jak to mawiają młodzi w języku? "Robi klimat"? Tak. Właśnie tak się tam czułem.
Za tą osadą filmową rozciąga się teren, po którym swobodnie biegają konie (rasa konik polski), na którym pasą się owce i krowy. Zwierzyniec. Można podejść do plecionego płotu i pooglądać.


Nieopodal znajduje się pawilon muzealny. Odwiedźcie go koniecznie. Dowiecie się jak to było z odkryciem osady biskupińskiej, jej odtwarzaniem przez ponad dziewięćdziesiąt lat. Dowiecie się o ludziach, którym ten wspaniały skarb zawdzięczamy. Są zdjęcia, filmy, eksponaty. Dla mnie to było takie dopełnienie tego, co zobaczyłem i usłyszałem.

Usłyszałem? Tak właśnie. Na koniec zostawiłem jedną bardzo ważną informację dla każdego odwiedzającego Muzeum Archeologiczne w Biskupinie. Każdy, kto ma ze sobą smartfon, może korzystać z darmowego audioprzewodnika. Pstrykniecie kod i zadziała. Poprowadzi Was od punktu do punktu. Nie ma pośpiechu. Przy eksponatach i zabudowaniach są znaczki z numerami. Klikacie i słuchacie. Proste, a jakże przydatne. Dla mnie to bardzo dobre rozwiązanie, bo jakoś nie przepadam za zwiedzaniem w zorganizowanej grupie popędzanej przez przewodnika albo kierownika wycieczki, którego czas goni. Tu nikt nie poganiał, a do tego pogoda dopisała, więc przyjemność z odwiedzin była ogromna.
Mam jeszcze informację praktyczną. Przy pawilonie muzealnym jest miejsce, gdzie można wypić kawę, herbatę i coś przekąsić.
No i na sam koniec mojej relacji z Biskupina - pamiętajcie o kolejce wąskotorowej. Opowieść o niej to jednak już inna historia.